Kanapka to jedno z najprostszych dań, kawałek pieczywa, masełko, zielenina, wędlina i gotowe. Ale co zrobić gdy opcja z wędliną już nam się znudziła? Wówczas na pomoc przychodzą rozmaite pasty do pieczywa. U mnie w domu jest to bardzo popularna „smarowanka” na pieczywo. Wykorzystujemy je również jako dipy do warzyw, gdzie sprawdzają się wręcz idealnie. Dziś proponuje Wam dwie takie pasty, czyli pomaranczowy humus oraz pasta z fasoli i pieczonego czosnku.
Pierwsza czyli pomarańczowy humus, smakuje idealnie na pieczywie zarówno w wersji słodkiej, jak i słonej. W moim domu, bez problemu konkuruje ze słodkimi dodatkami typu dżem, czy nutella. Swój pomarańczowy smak zawdzięcza pomarańczowej paście tahini oraz dodatkowi soku z pomarańczy.
Druga pasta, to mój zamiennik, uwielbianego, choć mega tłustego smalcu… Przyznam się szczerze, że nie smakuje identycznie, ale smak jest według mnie bardzo podobny, a z dodatkiem ogórka kiszonego może z powodzeniem „udawać” smalec 🙂
Pomarańczowy humus
Składniki:
- 250 g cieciorki ugotowanej lub z puszki, odsączonej z zalewy,
- 2 ząbki czosnku,
- 2 łyżki soku z pomarańczy,
- sok wyciśnięty z 1/2 limonki,
- 1 łyżeczka kuminu rzymskiego mielonego,
- 100 g pomarańczowej pasty tahini,
- 2 łyżki oleju sezamowego,
- 1/2 łyżeczki soli,
- pieprz czarny,
- zimna woda około 50-100 ml,
Sposób przygotowania:
Cieciorkę odsączamy dokładnie, wrzucamy do naczynia w którym humus będziemy blendować. Dodajemy 2 obrane i pokrojone w plasterki ząbki czosnku, sok z pomarańczy i limonki, kumin, tahini, olej sezamowy pieprz i sól. Blendujemy dokładnie, dodając stopniowo po trochu wody (koniecznie zimnej) do czasu uzyskania pożądanej konsystencji. Jeżeli mamy bardzo wilgotną cieciorkę, woda może w ogóle nie być potrzebna. Próbujemy zblendowaną pastę i doprawiamy odrobiną pieprzu świeżo mielonego i ewentualnie jeszcze odrobiną soli.
Taką pastę możemy przechowywać w lodówce do tygodnia. Idealnie nadaje się do kanapek, naleśników, czy placków, zwłaszcza bananowych. Świetnie sprawdzi się również jako dip do warzyw, jako przekąska na drugie śniadanie, czy przystawka imprezowa :-).
Smacznego!!!
Pasta z białej fasoli i pieczonego czosnku
Składniki:
- 1 główka czosnku,
- 1 łyżeczka oliwy z oliwek,
- 1 puszka białej fasoli 400 g,
- 1/2 cebuli,
- 4 łyżki oliwy z oliwek,
- 1/2 łyżeczki papryki wędzonej,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 1/2 łyżeczki pieprzu,
- 1 łyżeczka suszonego majeranku,
- sok z 1/2 limonki,
- 50 – 100 ml zimnej wody,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, góra dół, bez termoobiegu. Do małej kokilki wkładamy całą główkę czosnku, bez obierania, polewamy 1 łyżeczką oliwy z oliwek. Tak przygotowany czosnek wkładamy do piekarnika na 45 minut. Po upieczeniu studzimy i obieramy ze skórek.
W międzyczasie obieramy cebulę i drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy z oliwek, wrzucamy posiekaną cebulkę i dusimy aż cebulka się zeszkli i lekko przyrumieni. Odstawiamy z ognia.
Do naczynia do blendowania wkładamy odsączoną z zalewy fasolę, dodajemy przyprawy (paprykę wędzoną, sól, pieprz, majeranek) oraz sok z limonki. Upieczony czosnek oraz połowę cebulki dodajemy do naczynia i wszystkie składniki dokładnie blendujemy. W razie potrzeby dodając zimną wodę do uzyskania pożądanej konsystencji. Następnie dodajemy uprażoną cebulkę, mieszamy dokładnie łyżką, doprawiamy ewentualnie solą i pieprzem.
Smacznego!!!

Tłusty czwartek już jutro, wiec dziś przepis na pączki
Jutro jeden z moich ulubionych, hedonistycznych dni. Jest to jeden z nielicznych dni, kiedy liczenie kalorii schodzi na najdalszy z możliwych planów, a ja potrafię zjeść ogromną ilość pączków.
Przygotowując się do czwartkowego święta w weekend, po raz kolejny zrobiłam pączki z mojego, bardzo już starego, przepisu. Niestety nie jest to przepis, który zrobimy w przysłowiowe 5 minut, trzeba się trochę natrudzić, sam czas przeznaczony na to, aby ciasto urosło, to w sumie 3 godziny. No ale smak ostateczny jest tego zdecydowanie wart. Pączki są wyśmienite, lekkie, puszyste, nie za bardzo słodkie, po prostu BOSKIE.
Co do samego przygotowania, trzeba pamiętać, że do ciasta drożdżowego składniki, bezwzględnie muszą być w temperaturze pokojowej. Musimy dbać o brak przeciągów, bo ciasto drożdżowe jest bardzo kapryśne. Ja zwykle, aby ułatwić sobie zadanie nastawiam piekarnik na 40 stopni i cały proces wyrastania ciasta odbywa się u mnie w otwartym, ciepłym piekarniku. Ta metoda pozwala nam mieć pewność, że ciasto ładnie nam wyrośnie :-). No, ale dość pisania, przejdźmy do przepisu.
Pączki z różą
Składniki (na około 18-20 sztuk):
- 250 ml mleka,
- 50 g drożdży,
- 120 g cukru,
- 600 g mąki + dodatkowo do podsypywania,
- szczypta soli,
- 10 żółtek,
- 1 opakowanie cukru z wanilią 12 g (opcjonalnie),
- 30 ml spirytusu,
- 100 g masła,
- 1 słoiczek konfitury z róży (lub każdej innej jaką lubicie),
- 1,5-2 kg smalcu do smażenia (można użyć również oleju),
- lukier i skórka pomarańczowa lub cukier puder do posypania,
Sposób przygotowania:
W pierwszej kolejności przygotowujemy zaczyn. Do połowy szklanki ciepłego mleka (TIP: ja zwykle wkładam na 30 s do mikrofalówki) dodajemy drożdże, 1 łyżkę cukru i 1 łyżkę mąki. Dokładnie mieszamy, aby nie było grudek i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
W tym czasie przesiewamy do miski mąkę, dodajemy szczyptę soli. Do drugiej miski wbijamy 10 żółtek, dodajemy resztę cukru i cukier z wanilią i ubijamy około 7-8 minut na biały, puszysty krem. Wówczas dodajemy resztę mleka i dalej chwilkę ubijamy. Na koniec dodajemy spirytus. Mieszamy wszystko i odstawiamy.
Gdy zaczyn drożdżowy już wyrośnie wlewamy go do miski z mąką i mieszamy hakiem do wyrabiania ciasta drożdżowego, aż składniki się połączą. Wówczas przechodzimy do etapu dodawania masy jajecznej. Wlewamy ją partiami, mieszając za każdym razem do połączenia składników. Roztapiamy masło i dodajemy jako ostatni składnik naszego ciasta. Dalej ubijamy hakiem około 20 minut, ciasto powinno być gładkie, elastyczne i błyszczące. Tak przygotowane ciasto odstawiamy do ciepłego miejsca na 1,5 godziny.
Po tym czasie ciasto przekładamy na podsypaną mąką stolnicę. Lekko ugniatamy i formujemy długi walec o średnicy około 6-8 cm. Z walca odkrawamy sobie plastry ciasta, formujemy w okrągły placek, na środek wkładamy około 1/2 łyżeczki konfitury i sklejamy brzegi do środka. Kładziemy na posypanej mąką ściereczce sklejoną częścią do dołu. Z tych składników powinniśmy otrzymać 18-20 zgrabnych pączków. Tak przygotowane pączki odkładamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 30 minut.
W garnku rozgrzewamy smalec lub olej. Na gorący tłuszcz wrzucamy pączki wierzchem do dołu, przykrywamy przykrywką i smażymy około 3 minuty, następnie przekładamy je na drugą stronę i smażymy już bez przykrycia kolejne około 3 minuty. Pączki powinny być brązowo-złote.
Usmażone pączki osuszamy na ręcznikach papierowych, a następnie posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem i posypujemy skórką pomarańczową.
TIP: LUKIER
Aby przygotować lukier samodzielnie potrzebujecie sok z 1 cytryny oraz cukier puder. Do soku dodajemy partiami cukier puder i ucieramy tak długo aż otrzymamy pożądaną konsystencję. Wg mojego doświadczenia proporcje objętościowe cukru do soku z cytryny to około 5:1 🙂
Smacznego!!!




















Zielony sernik – moja pierwsza próba sernika z zieloną herbatą
Od dłuższego czasu strasznie modnym kulinarnym dodatkiem do różnorodnych dań, stała się zielona herbata matcha. Kilkakrotnie zdarzyło mi się spróbować w rożnych miejscach deserów z tym właśnie składnikiem i muszę się przyznać, że jestem nim zauroczona. Uwielbiam zieloną herbatę, tę jej delikatną goryczkę, odświeżający smak, stąd też pewnie desery z jej dodatkiem są dla mnie takim objawieniem. Zielona herbata powoduje, ze otrzymujemy niecodzienny smak, a do tego kolor dania jest zdecydowanie zaskakujący…
Długo myślałam, kombinowałam, aż w końcu powstała pierwsza nadająca się do opublikowania wersja mojego sernika na zimno z herbatą matcha. Co do wersji smaku zdania są podzielone, moja mama i moja młodsza córka są zachwycone, mąż stwierdził, że to nie jego smaki, dla mnie całość to po prostu pe-tar-da… Smakuje wyśmienicie, więc jeżeli macie pod ręką zieloną herbatę to serdecznie polecam wypróbować ten przepis.
W najbliższym czasie będę kombinować wersję pieczoną, zobaczymy która wygra w rankingu na najlepszy sernik matcha 🙂
Sernik na zimno z zieloną herbatą
Składniki:
Na spód:
- 220 g herbatników maślanych,
- 80 g masła,
Na masę serową:
- 625 ml śmietany kremówki 30 lub 36%,
- 100 g białej czekolady,
- 2 płaskie łyżki herbaty matcha,
- 1 limonka,
- 250 g mascarpone,
- 500 g ricotty,
- 150 g cukru drobnego,
- 30 g żelatyny,
- 50 ml wody,
Na warstwę wierzchnią:
- 2 dojrzałe mango,
- 10 g żelatyny,
- 50 ml soku pomarańczowego
Sposób wykonania:
Herbatniki rozkruszamy na proszek w blenderze. Masło topimy w mikrofalówce lub kąpieli wodnej. Roztopione masło łączymy z rozdrobnionymi herbatnikami, dokładnie mieszamy. Wykładamy na spód tortownicy, dokładnie dociskamy, tak aby pokryć cały spód. Wkładamy tortownice do lodówki na około 30 minut.
W małym rondelku gotujemy 125 ml śmietany z cukrem, cały czas mieszając, cukier musi się dokładnie rozpuścić, zdejmujemy z gazu. Do gorącej śmietany dodajemy białą czekoladę, i mieszamy, aż czekolada się rozpuści. Wówczas dodajemy matchę. po raz kolejny dokładnie mieszamy i odstawiamy do wystygnięcia.
Limonkę myjemy dokładnie, a następnie przelewamy wrzątkiem, aby usunąć ewentualne konserwanty jakie mogą być na skórce.W misce miksera łączymy ze sobą mascarpone i ricottę. Dodajemy do miski skórkę startą z całej limonki. W osobnej misce ubijamy na sztywno śmietanę. W 50 ml gorącej wody rozpuszczamy żelatynę. Do rozpuszczonej żelatyny, wciskamy sok z całej limonki, dodajemy po trochę sosu z matchy i śmietany, aby ją zahartować, a następnie wlewamy tak wymieszaną żelatynę do reszty sosu, mieszamy dokładnie. Tak przygotowany sos dodajemy do masy z serków, mieszamy dokładnie mikserem. Gdy już mamy jednolitą masę, dodajemy ubitą na sztywno śmietanę i miksujemy na małych obrotach do uzyskania jednolitej konsystencji. Przekładamy tak przygotowaną masę na spód z herbatników i wkładamy do lodówki.
Sok pomarańczowy podgrzewamy, rozpuszczamy w nim żelatynę. Mango myjemy, obieramy i kroimy w kostkę. Łączymy mango z sokiem w wysokim naczyniu i blendujemy aby uzyskać gładką masę. Tak przygotowaną masę wykładamy na masę sernikową i wkładamy ponownie do lodówki. Ciasto powinno spędzić w lodówce minimum 2 godziny, a najlepiej całą noc.
Wierzch ciasta można ozdobić dostępnymi owocami, w moim przypadku to były ziarenka granatu, ale truskawki, maliny, czy plasterki limonki, również wyglądają pięknie.
Smacznego!!!

Domowy makaron z krewetkami
Jakiś czas temu dokonałam zakupu przystawki do robota kuchennego dzięki której mogę robić, a raczej wałkować i kroić, domowy makaron. Od tej pory domowe tagliatelle, ravioli, pierogi, lasagne i inne przysmaki zaczęły gościć u nas na stole w wersji „home made”. Taki makaron jest zdecydowanie lepszy, niż ten kupowany w sklepie, no ale kosztuje też więcej pracy. Przy lekkiej jednak wprawie, można się uwinąć z takim makaronem w godzinkę.
Ostatnio, taki domowy makaron, zagościł u nas w wersji, która jest upraszczając miksem kuchni chińskiej, tajskiej i włoskiej. Klasyczny domowy makaron, połączyłam z krewetkami, które tym razem dusiłam w mleczku kokosowym z dodatkiem imbiru, papryczki chilli, czosnku i kolendry. Do tego sok i skórka z limonki i powstało bardzo orginalne i smaczne danie. Oczywiście można użyć, zamiast mleczka kokosowego, tłustej 30% śmietany, mamy wówczas bardziej tradycyjną wersję, ale moim zdaniem z mleczkiem kokosowym jest zdecydowanie smaczniej…
Domowy makaron z krewetkami w sosie
Składniki (na 4 porcje):
Na makaron:
- 200 g mąki pszennej,
- 2 jajka,
- 2 żółtka,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 2 łyżki oliwy z oliwek,
Na sos:
- 450 g krewetek,
- 1 papryczka chilli,
- 2 cm świeżego korzenia imbiru,
- 4 ząbki czosnku,
- 250 ml mleka kokosowego lub śmietany 30%,
- 2 łyżki oliwy z oliwek,
- 1 łyżeczka ziarenek kolendry,
- 1 limonka,
Sposób wykonania:
Do miski miksera wkładamy wszystkie składniki na makaron i wyrabiamy hakiem do wyrabiania ciasta. Jeśli nie mamy miksera możemy ciasto wyrobić ręcznie, czyli mąkę przesiewamy na stolnicę, robimy małe zagłębienie w które wbijamy jajka, dodajemy sól i oliwę. Całość zagniatamy, aż uzyskamy gładkie, sprężyste ciasto.
Tak przygotowane ciasto wałkujemy na cienkie placki i kroimy w paski przypominające tagliatelle używając do tego celu przystawki do makaronu, lub siły własnych rąk :-).
Pokrojony makaron przykrywamy czystą ściereczką i odkładamy na czas przygotowania sosu.
Jeżeli mamy krewetki mrożone, musimy je rozmrozić i umyć, jeżeli świeże wystarczy tylko umyć. Rozmrożone krewetki oczyszczamy, usuwamy jelitka, oraz pancerze, zostawiając jedynie ostatnie ogniwo, jeżeli chcemy, aby ładniej wyglądały, w przeciwnym razie usuwamy cały pancerz, łącznie z ogonkiem.
Limonkę dokładnie myjemy i sparzamy gorącą wodą. Do miseczki ścieramy skórkę z całej limonki. Papryczkę chili myjemy i kroimy w plasterki. Jeżeli chcemy sos ostry kroimy ją w całości, razem z pestkami, jeżeli wolimy wersję łagodniejszą wyjmujemy pestki z wnętrza papryczki. Czosnek obieramy i kroimy w plasterki, imbir obieramy i kroimy w drobną kostkę. Kolendrę myjemy i siekamy.
W dużym garnku wstawiamy wodę na makaron. W międzyczasie rozgrzewamy patelnię. Na rozgrzaną patelnię wsypujemy ziarenka kolendry i chwilę prażymy, następnie dolewamy oliwę z oliwek, podgrzewamy i wrzucamy czosnek, chili i imbir. Chwilę smażymy, aż zmiękną. Wówczas wrzucamy na patelnię krewetki, najpierw smażymy je około 2-3 minut z jednej strony, później przerzucamy na drugą i znów smażymy około 2 minut. Wlewamy na patelnię mleczko kokosowe, dodajemy skórkę startą z limonki, oraz sok z niej wyciśnięty. Mieszamy, skręcamy gaz i dusimy chwilę. Na koniec dodajemy pokrojoną kolendrę.
W tym czasie wrzucamy świeży makaron i gotujemy go „al dente” około 2-3 minut. Odcedzamy, dodajemy na patelnię, mieszamy i podajemy.
Można posypać po wierzchu parmezanem.
Smacznego!!!

Ekspresowe śniadanie
W weekendy lubię celebrować śniadania, niestety raz na jakiś czas, w sobotę mam dyżur w pracy, wówczas na celebrację niestety nie ma za dużo czasu… ale co zrobić, jak się lubi dobrze, smacznie i ładnie zjeść.
Trzeba po prostu kombinować, a ponieważ ostatnio zewsząd zalewają mnie informacje dotyczące prozdrowotnych właściwości awokado, postanowiła trochę naszą „znajomość” z tym owocem zacieśnić. W wyniku tego powstało całkiem fajne połączenie, zapieczone w foremce jajko z awokado, do tego świeże warzywa i pyszne śniadanie gotowe. Takie niby nic, a efekt był naprawdę warty zachodu.
Zapiekane jajka z awokado
Składniki (na 4 porcje):
- 2 dojrzałe awokado,
- 8 jajek,
- odrobina oliwy z oliwek,
- foremki do zapiekania,
- sól i pieprz,
- świeże warzywa (pomidory, papryka) do podania,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni (góra-dół, bez termoobiegu). Awokado rozkrawamy na pół, usuwamy pestkę, obieramy ze skórki i kroimy na cienkie 3-5 mm paski.
Foremki do zapiekania smarujemy oliwą z oliwek, układamy na dnie i bokach plasterki awokado, tak aby pokryć całą powierzchnię. Do wyłożonych foremek wbijamy po dwa jajka, dodajemy odrobinę soli i pieprzu i wkładamy do piekarnika na około 20 minut. Jajka po wyjęciu mają być ścięte.
Po upieczeniu wyjmujemy jajka na talerz, możemy je podać tak jak ja w foremkach na talerzu, lub okroić foremkę dookoła i wyłożyć na talerz bez foremki. Jajka podajemy z pokrojonymi pomidorami, bądź papryką świeżą.
Smacznego!!!

Niedzielne, lub odświętne śniadanie
Nie wiem jak u Was, ale u nas w dni wolne śniadania nigdy nie są szybkie. Weekendy i święta, to u nas czas, który idealnie wpisuje się w, tak modny obecnie trend, slow life. Wstajemy, zaczynamy dzień, w zależności od upodobań od wody z cytryną i imbirem, lub od kawy. Siadamy w słońcu, jeśli oczywiście jest tego dnia, w wykuszu naszego salonu i planujemy, co będzie na śniadanie. Moja najmłodsza córka jest fanką słodkich śniadań, więc różnego rodzaju placki, naleśniki, pancakes, czy racuchy, są według niej idealnym daniem. Pomyślałam sobie więc, że pokaże Wam mój przepis na najprostsze, klasyczne naleśniki z twarogiem i owocami. O tej porze roku jemy je najczęściej z mango, cytrusami, czy innymi owocami egzotycznymi dostępnymi o tej porze. Ale gdy na dworze zmieni się aura, idealne będą maliny, truskawki, borówki, czy każde inne owoce, lub po prostu klasyczna marmolada lub dżem.
Jeżeli chcemy zrobić je szybciej, można zrobić ciasto i twaróg wieczorem poprzedniego dnia, wówczas nie tracimy już czasu na ich przygotowanie, ale według mnie takie leniwe chodzenie po kuchni, krzątanie się między naleśnikami, a twarogiem jest bardzo rozluźniające… no ale wiadomo, ja jestem inna… nie każdy tak ma 🙂
Ponad to, za pasem luty, a w lutym wiadomo, walentynki… zawsze można przywitać dzień śniadaniem do łóżka…
Naleśniki z twarogiem i owocami
Składniki (na około 12 naleśników):
Ciasto naleśnikowe:
- 1 szklanka wody gazowanej,
- 1 szklanka mleka,
- 2 jajka,
- 1/4 szklanki cukru,
- 1 opakowanie cukru z wanilią,
- 1 szklanka mąki,
- 50 ml oleju,
Twaróg:
- 250 g ricotty,
- 250g sera twarogowego (półtłusty, bądź tłusty będą lepsze, ale z chudym też jest smacznie),
- 2 łyżki cukru pudru,
- 1/2 pomarańczy,
- owoce sezonowe lub dżem lub marmolada,
Sposób przygotowania:
Do wysokiego naczynia wlewamy mleko, wodę gazowaną, wbijamy jajka, dodajemy cukier, cukier z wanilią, mąkę i olej, a następnie miksujemy mikserem do uzyskania gładkiej konsystencji. Odstawiamy na 15-20 minut, nagrzewamy patelnię z powłoką nieprzywierającą. Na nagrzaną patelnię wylewamy porcję ciasta (TIP: ja używam w tym celu łyżki wazowej, pół łyżki, to akurat moja porcja na jednego naleśnika). Naleśniki smażymy po jednej stronie, przewracamy i smażymy po drugiej. Powinny mieć ładny, złoty kolor. Należy uważać, bo słodkie naleśniki lubią się przypalić…
W trakcie smażenia przygotowujemy twaróg i owoce. Do miseczki wkładamy ricottę, ser twarogowy oraz cukier puder. Myjemy dokładnie pomarańczę, a następnie sparzamy ją gorącą wodą. Do miseczki z twarogiem ścieramy skórkę z połowy pomarańczy, oraz wyciskamy sok, również z połowy pomarańczy. Mieszamy wszystko dokładnie, do uzyskania w miarę gładkiej konsystencji. Jeżeli będziemy do naleśników używać owoców, myjemy je i jeśli jest taka potrzeba, kroimy w drobniejsze kawałki.
Na usmażony naleśnik wykładamy porcję twarogu, dodajemy owoce i składamy na cztery, lub zwijamy w rulon. Po wierzchu można dodatkowo posypać owocami, kakao lub polać roztopioną czekoladą.
Smacznego!!!

Egzotyczny pomysł na dorsza
Wydaje mi się, że już kiedyś o tym pisałam, że moja młodsza córka twierdzi, że nie lubi ryb… tak twierdzi, ale według mnie, nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Jednak, na bazie jej poczucia, uznałam za swój punkt honoru tak modyfikować różnorakie dania rybne, żeby jej smakowały. Pozostali domownicy, na szczęście, lubią ryby i chętnie widzą je w rożnych wersjach na naszym stole.
Dzisiejsze danie to efekt inspiracji z ostatnich warsztatów kulinarnych w studio Baccaro (http://www.baccaro.pl/), gdzie gotowaliśmy potrawy korzystając z azjatyckich inspiracji. Wykorzystując tam zdobyte wiadomości powstało to danie. Dorsz w nim smakuje egzotycznie, jest lekko pikantny, delikatny i wilgotny, dla mnie idealny po prostu. Do tego czosnkowe puree z zielonego groszku i pysznie słodka, karmelizowana marchewka. Razem powstaje nam danie będące połączeniem kuchni azjatyckiej i naszej rodzimej polskiej. Całość smakuje bardzo dobrze, nawet tym, którzy nie lubią ryb ;-).
Kotleciki z dorsza z puree z groszku i karmelizowaną marchewką
Składniki (na 4 porcje):
- 600 g polędwicy z dorsza (ale zwykły filet też będzie super),
- 1 łyżeczka zielonej pasty curry,
- 2 łyżki sosu rybnego,
- 1/2 łyżeczki pieprzu czarnego,
- 2 jajka,
- pęczek natki pietruszki lub kolendry,
- 50 g mrożonego zielonego groszku,
- 2 ząbki czosnku,
- 50 g masła,
- 300 g marchewki mrożonej baby,
- 15 g masła,
- 1 płaska łyżka miodu,
- sól i pieprz do smaku
- olej kokosowy do smażenia
Sposób przygotowania:
Mięso z dorsza oczyszczamy z ewentualnych ości, skóry, itp a następnie mielimy, siekamy lub miksujemy w malakserze, w zależności od upodobań. Ja osobiście używam malaksera. Rozdrobnione mięso wkładamy do miski, wbijamy jajka, dodajemy posiekaną natkę lub kolendrę, sos rybny, pieprz oraz pastę curry (TIP: jeżeli Wasza pasta curry jest dość gęsta można ją rozrobić odrobiną wody (około 50 ml) aby ułatwić połączenie jej z masą rybną). Wszystko mieszamy dokładnie i wilgotnymi dłońmi formujemy kotleciki (mnie wyszło z tej porcji 10 sztuk).
W międzyczasie w dwóch garnkach zagotowujemy wodę z odrobiną soli. Do jednego garnka wrzucamy mrożoną marchewkę i gotujemy ją około 5-6 minut, a następnie odcedzamy. W drugim garnku gotujemy groszek zielony około 10 minut. Po zagotowaniu również odcedzamy.
Rozgrzewamy patelnię, smarujemy ją delikatnie olejem kokosowym i wykładamy kotleciki. Smażymy je po 5-7 minut z każdej strony, na średnim ogniu, tak aby miały ładny, złoty kolor.
W trakcie smażenia kotlecików przygotowujemy resztę naszego dania. W rondelku rozgrzewamy 15 g masła i 1 łyżkę miodu. Do rozgrzanego masła wrzucamy ugotowaną marchewkę i na małym ogniu karmelizujemy ją chwilę.
Do ciepłego groszku dodajemy 50 g masła i dwa obrane i posiekane ząbki czosnku. Blendujemy wszystko blenderem do uzyskania gładkiej masy przypominającej w konsystencji puree. (TIP: Jeżeli puree jest według Was za gęste można dodać odrobinę przegotowanej wody.) Doprawiamy delikatnie solą i pieprzem do smaku.
Usmażone kotleciki podajemy na puree z groszku z karmelizowaną marchewką.
Smacznego!!!

Idealna przystawka – tatar z łososia z mango i awokado
Weekend to idealny czas na spotkania towarzyskie. Ostatnio przeczytałam, że systematyczne spędzanie czasu z ludźmi, których lubimy i którzy są nam bliscy, wydłuża nam życie. Oznacza to, że powinniśmy dbać o częste, systematyczne spotkania ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną.
Takie spotkania są idealną okazją do dzielenia się z bliskimi pysznym jedzeniem. Dzisiejsze danie, to idealna przystawka, mogąca się pojawić na każdym spotkaniu towarzyskim. Detronizuje króla, czyli tatara z wołowiny, a co więcej, według mnie jest jego lżejszą, przepyszną wersją. Dodatki w postaci mango i awokado dodają mu smaku i słońca, przywołując letnie, egzotyczne nuty.
Tatar z łososia z mango i awokado
Składniki (na 4 porcje):
- 400 g świeżego łososia,
- 1 dojrzałe awokado,
- 1 dojrzałe mango,
- 1 cebula szalotka,
- główka czosnku, ale w daniu wykorzystujemy jedynie 2-4 ząbki,
- 1 łyżka sosu sojowego,
- 1 łyżka sosu terijaki,
- 1 łyżka sosu rybnego,
- 2 łyżki oleju sezamowego,
- sok wyciśnięty z 1 limonki,
- 1 płaska łyżeczka sambal olek,
- 2 łyżki białego sezamu,
- sól i pieprz do smaku,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Do małego, kamiennego naczynia wkładamy czosnek (w całości, bez obierania). Wkładamy do piekarnika i pieczemy 40 minut, w tym czasie przygotowujemy resztę składników.
Awokado i mango obieramy i drobno kroimy. Łososia myjemy, osuszamy, usuwamy ewentualne ości, zdejmujemy skórę. Tak przygotowanego łososia kroimy w drobną kostkę, lub wkładamy do malaksera i siekamy (ja preferuje wersję krojoną, lubię, gdy są wyczuwalne kawałki ryby w daniu). Cebulę obieramy, siekamy bardzo drobno. Sezam wsypujemy na rozgrzaną patelnię i prażymy do uzyskania złotego koloru. W kubeczku mieszamy sos rybny, sojowy, terijaki, sok z limonki, olej sezamowy. W międzyczasie wyjmujemy z piekarnika upieczony czosnek.
Do naczynia wkładamy pokrojonego łososia, cebulkę. Do małej miseczki wciskamy upieczone 2-4 ząbki czosnku (ilość jest uzależniona, od tego czy lubicie smak czosnku w dania), dodajemy odrobinę wcześniej przygotowanego sosu i rozcieramy na gładką masę. Roztartą masę przekładamy do miseczki z łososiem, wlewamy resztę sosu, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Mieszamy wszystko dokładnie, na końcu dodajemy uprażone ziarna sezamowe.
Wykładamy na talerz, układając warstwami, najpierw rybę, później mango a na wierzchu awokado. Całość posypujemy sezamem.
Smacznego!!!

Czekoladowy pomysł na za bardzo dojrzałe banany
Nie wiem jak u Was, ale u nas w domu banany zawsze muszą być. Jest to idealna przekąska, świetny dodatek do śniadania, czy podwieczorku, baza do wielu dań egzotycznych, krótko mówiąc składnik idealny. No ale niestety, czasem okazuje się, że kupiłam tych bananów za dużo, a ponieważ leżakują one u mnie na blacie razem z innymi owocami zdarza im się za bardzo dojrzeć. Co wtedy? Najprościej zrobić z nich jakieś ciasto. Wówczas można użyć zdecydowanie mniej cukru, bo słodkie banany w dużej mierze go zastępują. Co więcej, takie ciasto jest dużo zdrowsze, niż tradycyjnie pieczone na bazie mąki, tłuszczu i jaj. Już kiedyś proponowałam Wam ciasto bananowe, a w zasadzie bardziej tzw. chlebek bananowy (link tutaj: http://www.cookandme.com.pl/przekaski/zdrowa-przekaska-czyli-migdalowy-chlebek-bananowy/ ), tym razem proponuje bardziej hedonistyczną wersję. Dzisiejsze ciasto bananowe jest słodkie, czekoladowe, orzechowe, pyszne, świetne jako dodatek do jutrzejszej niedzielnej kawy, albo jako deser po obiedzie… serdecznie polecam!!!
Czekoladowe ciasto bananowe z orzechami włoskimi
Składniki:
- 5 dojrzałych bananów
- 180 g mąki pszennej
- 50 g gorzkiego kakao
- 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
- duża szczypta soli
- 200 ml oleju kokosowego
- 150 g cukru kokosowego
- 2 jajka
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilli
- 200 g czekolady (ja użyłam takiej 70% kakao)
- 150 g orzechów włoskich
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy na 190 stopni, góra dół, bez termoobiegu.
Do miski przesiewamy mąkę, kakao, sodę oczyszczoną i sól. Banany kroimy na plasterki wkładamy do wysokiego naczynia, dodajemy do tego rozpuszczony olej kokosowy i blendujemy blenderem na gładką masę. Jajka wbijamy do miski miksera, dodajemy cukier kokosowy oraz ekstrakt z wanilii i miksujemy około 5 minut, aż się lekko spieni. Dodajemy zblendowane banany, mieszamy i wsypujemy składniki suche, czyli wymieszane wcześniej w misce mąkę, kakao, sodę i sól. Mieszamy do połączenia składników.
Czekoladę kroimy na drobną kostkę. 1/3 odkładamy do posypania po wierzchu, resztę wrzucamy do przygotowanej masy. Wybieramy kilka orzechów do dekoracji, resztę również siekamy, ale niezbyt drobno, aby w cieście były wyraźne, chrupiące kawałki orzechów. Dodajemy je również do masy. Wszystko delikatnie mieszamy.
Foremkę, typu keksówka, wykładamy papierem do pieczenia, smarujemy lekko olejem kokosowym. Do naczynia wlewamy nasze ciasto. Wkładamy do nagrzanego piekarnika na 50-60 minut, wyciągamy gdy wbity patyczek jest suchy (ale mogą się na nim pojawić kawałki roztopionej czekolady).
Upieczone ciasto studzimy, po ostudzeniu wyjmujemy z foremki okrawając wcześniej brzegi dookoła. Można podawać z bitą śmietaną i orzechami lub owocami.
Smacznego!!!

Zupa-krem z grzybów leśnych – na przekór zimowej aurze
No cóż, pogoda na zewnątrz wciąż nie rozpieszcza, ale na szczęście zbliżają się ferie zimowe i jest szansa odlecieć gdzieś, gdzie temperatura jest lekko wyższa, a dni zdecydowanie słoneczne. Taka perspektywa zdecydowania nastraja mnie lepiej, gdy wstaję rano, a za oknem ciemno, zimno i dodatkowo jeszcze pada… Nie wiem jak wam, ale mnie w takich okolicznościach nie chce się kompletnie nic. Na szczęście pasja jest czymś, co daje dodatkowego kopa do działania. Dlatego też, na przekór, postanowiłam znowu pogotować.
Dzisiaj wracam do Was z pomysłem na pyszną zupę-krem z leśnych grzybów. Jest to danie, które często gości na moim stole z wielu powodów. Po pierwsze i najważniejsze smakuje wyśmienicie, a po drugie, równie ważne wygląda zawsze spektakularnie i robi wrażenie. Kolejnym jej atutem jest to, że przygotowuje się ją bardzo szybko, z ogólnodostępnych składników, gdyż mieszanka grzybów z których ją przygotowuje, jest już dostępna nawet w Biedronce.
Zupa-krem z grzybów leśnych
Składniki (6-8 porcji):
- 500 g mrożonych grzybów leśnych (ja użyłam 1 opakowania 250 g mieszanki i 1 opakowania 250 g podgrzybków w całości)
- 1 duża cebula
- 3 średnie ziemniaki
- 1 l bulionu warzywnego lub drobiowego
- 150 ml śmietany 18%
- natka pietruszki do ozdoby
- sól i pieprz do smaku
- 1 liść laurowy
- 3 ziarenka ziela angielskiego
- 5 ziarenek czarnego pieprzu
- 1 łyżka masła klarowanego
- 100 ml białego wina
Sposób wykonania:
Grzyby rozmrażamy na sitku, aby pozbyć się ewentualnej wody jaka powstała w procesie mrożenia. Cebulę obieramy i drobno kroimy, ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Bulion wlewamy do garnka, zagotowujemy, a następnie dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki, liść laurowy, pieprz w ziarenkach i ziele angielskie, przykrywamy i gotujemy na małym ogniu.
Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, dodajemy cebule i dusimy chwilę, aż zmięknie. Do zeszklonej, miękkiej cebuli dodajemy odsączone grzyby i dusimy około 10 minut, tak aby grzyby zmiękły, a ewentualna woda jaka pozostała odparowała. Następnie zalewamy grzyby białym winem, chwilę dusimy na dużym ogniu, aby odparował alkohol.
Uduszone grzyby przekładamy do garnka z bulionem i gotujemy kolejne 15 minut. Po tym czasie wyjmujemy z zupy liść laurowy i blendujemy całość na krem blenderem. TIP: Jeżeli chcemy ozdobić zupę grzybkiem, można kilka całych kapeluszy odłożyć na później.
Śmietanę (TIP: można odrobinę zostawić sobie do ozdobienia później talerza z zupą) przelewamy do garnuszka, dodajemy trochę gorącej zupy, aby ją zahartować i wlewamy do garnka z zupą. Mieszamy, gotujemy jeszcze przez chwilę. Zupę nalewamy do talerzy, dekorujemy po wierzchu śmietaną, odłożonym grzybkiem i natką pietruszki.
Smacznego!!!









































































































