Ostatni weekend był bardzo owocny, zarówno w przyjemności jak i w rozwój. Spędziłam kilka godzin na fantastycznych warsztatach w studiu kulinarnym ucząc się gotować japońską zupę – ramen. Pewnie prędzej czy później jakaś moja wersja tej zupy pojawi się tu na blogu. Oprócz nauki, w mojej kuchni podczas tego weekendu powstało nowe ciasto. Nazwałam je truskawkowa chmurka, bo jest słodkie, leciutkie i bardzo truskawkowe. Idealnie nada się na ogrodowe przyjęcie w okresie wiosenno-letnim.
Ciasto to jest połączeniem delikatnego, lekko nasączonego biszkoptu z musem truskawkowym i bitą śmietaną. Całość nie jest bardzo słodka, powiedziałabym, że wręcz idealna. Myślę, że będzie to jedno z naszych ulubionych ciast letnich, tylko zmieniać będziemy owoce. Taką chmurkę można przygotować również z truskawek, malin, borówek, jagód, brzoskwiń… Również będzie idealnie smakować.
Truskawkowa chmurka
Sposób przygotowania:
Biszkopt:
- 7 jajek
- 1 szklanka drobnego cukru (200 g)
- 1 szklanka mąki tortowej (150 g)
- 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej (50 g)
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego
Mus truskawkowy:
- 1 opakowanie mrożonych truskawek 450 g (w sezonie można użyć świeżych)
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- 250 g mascarpone
- 250 ml śmietany kremówki 36%
- 2 łyżki cukru pudru
- 2 galaretki truskawkowe
- 500 g świeżych truskawek
Bita śmietana na wierzch ciasta:
- 500 g mascarpone
- 500 ml śmietany kremówki 36%
- 4 łyżki cukru pudru
- 2 opakowania śmietan-fix
Nasączenie:
- 150 ml herbaty truskawkowej lub zwykłej czarnej
- 1 opakowanie cukru waniliowego
- 25 ml alkoholu (rum, wódka, whisky)
- 1/2 cytyny
- 2 łyżki cukru
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę na ciasto o wymiarze 38 x 25 cm wykładamy od spodu papierem do pieczenia. Oddzielamy żółtka od białek. Białka wlewamy do misy miksera i miksujemy na wysokich obrotach do uzyskania sztywnej piany. Wówczas stopniowo dodajemy cukier. Najlepiej dodawać po 1-2 łyżki cukru i miksować do czasu dokładnego rozpuszczenia cukru. Wówczas można dodać kolejną porcję. Gdy cały cukier jest już dodany, przechodzimy do dodawania żółtek. Również robimy to stopniowo, po jednym żółtku. Kolejne dodajemy dopiero, gdy poprzednio już jest dobrze rozmieszane z pianą. Po dodaniu wszystkich żółtek ubijamy jeszcze przez chwilę. Dodajemy aromat waniliowy, mieszamy. W międzyczasie do miski przesiewamy mąkę i mąkę ziemniaczaną. Tą mieszankę dodajemy do piany w trzech partiach, za każdym razem mieszając do połączenia składników. Ważne jest aby nie mieszać już na dużych obrotach. Zmniejszamy prędkość miksera do minimum lub mieszamy delikatnie łyżką. Uważamy, aby piana nam nie opadła. Wymieszaną masę przekładamy do formy, wierzch staramy się wygładzić rozprowadzając ciasto od środka na brzegi. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 30-35 minut, biszkopt jest upieczony gdy wbity drewniany patyczek pozostaje suchy. Upieczony biszkopt wyjmujemy z piekarnika i studzimy. TIP: Ja najczęściej przygotowuje biszkopt dzień wcześniej.
Zaparzamy herbatę i odstawiamy ją do ostudzenia. Przechodzimy do przygotowania musu truskawkowego. Galaretki przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu zmieniając jedynie ilość wody.Mrożone truskawki rozmrażamy. Ilość wody zmniejszamy o połowę. Odstawiamy galaretkę do ostygnięcia. Gdy już galaretka jest ostudzona wkładamy do miski miksera mascarpone i cukier puder, mieszamy. Następnie dodajemy śmietanę zostawiając około 50 ml. Ubijamy dokładnie mascarpone ze śmietaną. Gdy już ubijemy, resztkę śmietany, którą zostawiliśmy wlewamy do galaretki i mieszamy do uzyskania gładkiego płynu. Tak zabieloną galaretkę wlewamy do masy ze śmietany i mascarpone i ubijamy. Rozmrożone truskawki blendujemy i dodajemy do masy. Mieszamy.
Truskawki myjemy, usuwamy szypułki. Ostudzony biszkopt rozcinamy wzdłuż na dwa placki, mniej więcej równej grubości. Do ostudzonej herbaty dodajemy cukier, cukier wanilinowy, sok wyciśnięty z cytryny i alkohol, mieszamy dokładnie. Jeden z placków kładziemy na tacy, bądź spodzie od formy. Delikatnie nasączamy placek. Następnie układamy na nim jedną warstwę truskawek, przecinając każdą z nich na pół. Kilka zostawiamy na dekorację wierzchu ciasta. Na warstwę truskawek wykładamy nasz mus, wygładzamy powierzchnię i przykrywamy go drugą warstwą ciasta. Ciasto ponownie nasączamy resztą nasączenia.
Do miski miksera wkładamy mascarpone na bitą śmietanę, dodajemy cukier, mieszamy. Wlewamy śmietaną i dodajemy śmietan-fix. Ubijamy do uzyskania gładkiej, puszystej, sztywnej masy. Ciasto przykrywamy bitą śmietana. Wierzch ozdabiamy truskawkami. Ciasto wkładamy do lodówki na dwie godziny. Smacznego!!!
Caprese z gotowanego buraka z fetą i orzechami włoskimi
W końcu przyszła upragniona wiosna… najwyższa pora pomyśleć o tym, że zbliża się sezon na letnie ubrania. Nie wiem jak u Was, ale ja zawsze po zimie mam lekki nadbagaż, którego chętnie bym się pozbyła. Wobec tego, należałby chyba zainteresować się zdrowym, lekkim i nie tuczącym jedzeniem. Dziś pierwszy pomysł z cyklu „coś zdrowego”. Sałatka a’la caprese z buraka. U mnie gości często na spotkaniach towarzyskich, w lunchboxie, jako dodatek do mięs z grilla. Świetnie sprawdza się też jako lekka kolacja, zdecydowanie polecam.
Są różne metody, aby przygotować buraka do tej sałatki. Można upiec go w piekarniku, można ugotować w wodzie (najsłabsza wersja, bo mnóstwo smaku zostaje w wodzie) lub ugotować na parze. Ja zwykle wybieram tą ostatnia opcję. Gotuję buraki w garnku do gotowania na parze, pod przykryciem około 45 minut do godziny. Po 45 minutach sprawdzam, czy burak jest miękki. Jeśli tak, to wyłączam gotowanie, jeśli nie dodaje kolejne kilka minut. Później buraki studzę, kroje, dodaje szpinak, fetę i orzechy. Polewam sosem i gotowe. Sałatka jest pyszna.
Caprese z gotowanego buraka z fetą i orzechami włoskimi
Składniki:
- 100 g świeżego szpinaku
- 2 duże buraki
- 100 g sera feta
- 50 g orzechów włoskich
- 2 łyżki olej lniany
- 1-1,5 łyżeczki octu balsamicznego
- 2 łyżki soku malinowego
- sól i pieprz
- szczypta chilli w płatkach
Sposób przygotowania:
Buraki obieram przed gotowaniem, ale można też umyć je, ugotować lub upiec w skórce i obrać dopiero po ugotowaniu. Mnie tak jest łatwiej, poza tym uważam, że straty w smaku są niewielkie, więc po co sobie utrudniać :-), obieram więc buraki, wkładam do garnka do gotowania na parze i gotuję pod przykryciem 45 minut do godziny. Studzę buraki po ugotowaniu.
Szpinak myję i osuszam w suszarce do sałaty, aby pozbyć się wody. Układam szpinak na spodzie talerza. Ostudzone buraki kroimy na cienkie plasterki i układamy na warstwie szpinaku. Ser feta kruszymy na drobne kawałki, można też go pokroić w kostkę i rozsypujemy na warstwie buraków. Rozgrzewamy patelnię, na suchą rozgrzaną patelnie wrzucamy orzechy i chwilę je prażymy. Trzeba uważać, aby ich nie przypalić, bo wówczas stają się gorzkie w smaku. Uprażone orzechy wysypujemy na sałatkę.
W kubku mieszamy olej, ocet balsamiczny i sok malinowy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na koniec dodajemy odrobinę chili aby zaostrzyć smak sosu. Polewamy sosem po sałatce.
Smacznego!!!
Caprese po mojemu
Caprese to jedno z najbardziej popularnych dań kuchni włoskiej, jakie pojawiają się na naszych stołach. Oryginalnie pochodzi z włoskiej Kampanii i ma przypominać włoską flagę. We Włoszech najczęściej podają to danie jako przystawkę, przed daniem głównym. U mnie w domu jest to jednak danie bardzo wielozadaniowe. Jemy je na śniadanie, jako przystawka, czy sałatka na imprezach. Zawsze się sprawdza. Dodatkowo jest to danie dziecinnie proste, nie da się tu nic kompletnie zepsuć. Wystarczy dobra mozzarella, smaczne pomidory (ja zawsze wybieram malinowe), bazylia, oliwa z oliwek, sos balsamiczny i pesto… Te kilka składników, a efekt jest MEGA smaczny. My uwielbiamy wszyscy po kolei od najmłodszego, do najstarszego…
Caprese
Składniki:
- 1 duża kulka świeżej mozzarelli w zalewie
- 1 podobnej wielkości pomidor
- garść świeżej ruccoli
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- 1 łyżeczka pesto bazyliowego
- 1 łyżka sosu balsamicznego
- kilka gałązek bazylii
Sposób wykonania:
Pomidory pokroić w plastry, mozzarellę wyjąć z zalewy i pokroić w plastry o podobnej grubości jak pomidory. Na spód talerza położyć ruccolę, następnie układać na przemian plaster pomidora i plaster mozzarelli. W miseczce lub kubeczku wymieszać oliwę z oliwek, cytrynę i pesto. Sosem polać po wierzchu. Następnie polać po wierzchu sosem balsamicznym i posypać listkami bazylii i to tyle, gotowe. Prawda, że dziecinnie łatwe. Smacznego!!!
Sałatka z jajkiem w koszulce i sosem holenderskim
Sałatka z jajkiem w koszulce pojawiła się już tu kiedyś w wersji z wędzonym łososiem. Dziś kolejna odmiana tego pysznego dania. U mnie najczęściej jest to sałatka śniadaniowa. W czasie gdy gotuję wodę na jajka, a potem same jajka przygotowuje pozostałe składniki i po przysłowiowej chwili, mam pyszne śniadanko.
Dodatkowo teraz w przededniu świat wielkanocnych, podczas których dania z jajkami, są elementem obowiązkowym, może być dobrym pomysłem na dodatkową potrawę na stole świątecznym. Do tej sałatki wykorzystałam jeden z moich ulubionych sosów, a mianowicie sos holenderski. Nie jest to najprostszy sos do samodzielnego zrobienia, ale kilka trików powoduje, że mnie zawsze się udaje. Po pierwsze, ważne jest, aby żółtka użyte do sosu były w temperaturze pokojowej, po drugie, masło rozpuszczam w mikrofalówce i dodaję do ubitych żółtek stopniowo, dokładnie mieszając. Ważne jest też, aby ubijać wszystko na parze, czyli miska, bądź garnek ustawiony na większym garnku, ale woda w dolnym garnku nie może dotykać dna górnego garnka, bądź miski.
Sałatka z jajkiem w koszulce, szynką parmeńską, szparagami i sosem holenderskim
Składniki:
Na sos holenderski:
- 2 żółtka
- 70 g masła
- 1 łyżka soku z cytryny
- sól, pieprz do smaku
- 1/2 łyżeczki syropu z agawy
Na sałatkę:
- mieszanka sałat 4-5 garści
- pęczek szparagów zielonych
- 1 zielony ogórek
- 6 plasterków szynki parmeńskiej
- pęczek szczypiorku
- 5 jajek
- 2 łyżki octu (do gotowania jajek)
Sposób przygotowania:
Szparagi myjemy, odrywamy zdrewniałe końce i kroimy na kawałki około 3-4 cm. Wrzucamy pokrojone szparagi go garnka z gotującą się wodą na 5 minut. Po tym czasie szparagi odcedzamy i odstawiamy. Ogórka kroimy w kostkę, lub półplasterki, szczypiorek drobno kroimy. Na talerz wykładamy sałatę, na sałacie układamy porwane kawałki szynki parmeńskiej, pokrojone ogórki i ugotowane szparagi.
W garnku zagotowujemy wodę, w której będziemy gotować jajka. Do wody dodajemy 2 łyżki octu. Gdy woda zaczyna wrzeć, mieszamy ją łyżką, aby zrobić „wir” i w środek wbijamy jajko. Jajko gotujemy 3 minuty, po tym czasie wyjmujemy z garnka za pomocą łyżki cedzakowej, usuwamy ewentualne „burzyny” i powtarzamy czynność z kolejnymi jajkami.
W międzyczasie przygotowujemy sos holenderski. Masło topimy w mikrofalówce. Ustawiamy garnek z wodą na gazie, do miski lub drugiego garnka wbijamy żółtka, dodajemy sok z cytryny, sól i syrop z agawy, lekko mieszamy i stawiamy na garnku z wodą. Żółtka ubijamy, aż będą bardzo puszyste, wówczas zaczynamy stopniowo dodawać masło. Ja zwykle dodaje w trzech porcjach, dodając kolejna w chwili, gdy poprzednia jest już bardzo dobrze ubita. Gdy już dodamy całe masło, ubijamy jeszcze przez chwilę, doprawiamy ewentualnie jeszcze solą, jeżeli uznamy, że jest za mało słone, dodajemy również pieprz do smaku.
Ugotowane jajka kładziemy na sałacie z warzywami, posypujemy pokrojonym szczypiorkiem i polewamy przygotowanym sosem.
Smacznego!!!
Orzechowo-kakaowe kulki „mocy”
Naszło mnie wczoraj wieczorem na coś słodkiego. Czasem tak mam, nic na to nie poradzę, a ponieważ czasu nie było za dużo padło na kulki z bakalii. Czytałam kiedyś na różnych stronach o wielu wersjach tych smakołyków. Jedni robią z samych daktyli, inni z dodatkami innych bakalii. Ja testowałam już przeróżne wersje, dodawałam przeróżne składniki, między innymi młody jęczmień, który sprawdził się fantastycznie. Po wielu próbach opracowałam kilka wersji tych fit pyszności. Mam swoją ulubioną wersję kokosową, orzechowo-kakaową, czy lekko kwaskową z żurawiną. Wczoraj padło na wersję orzechowo-kakaową.
Zrobiłam ją z czterech rodzajów bakalii, śliwek, moreli, fig i daktyli, dodając do tego mielone orzechy laskowe i kakao. To połączenie daje nam lekko wytrawny smak, dzięki czemu kulki nie są tak przeraźliwie słodkie, jak w przypadku łączenia samych owoców i kokosa, czy mąki z orzechów. Mnie ten smak zdecydowanie odpowiada, dodatkowo gorzkie kakao to bogate źródło wielu składników. Takie kulki to idealna przekąska do kawy, czy przed treningiem, jako zastrzyk energii z węglowodanów. Dla mnie osobiście to idealny słodycz „bez wyrzutów sumienia” zwłaszcza w perspektywie zbliżającego się sezonu bikini :-). Prawda jednak jest taka, że nawet zdrowe słodycze zjadane w nadmiarze są tuczące, więc przygotowana porcja powinna mi starczyć na kilka dni 🙂 zobaczymy jak wyjdzie. Spróbujcie i Wy, smacznego!!!
Orzechowo-kakaowe kulki mocy
Składniki:
- 100 g daktyli suszonych
- 100 g fig suszonych
- 100 g moreli suszonych
- 100 g śliwek suszonych
- 100 g masła orzechowego (ja użyłam z nerkowców)
- 150 g mielonych orzechów laskowych (100 g do masy i 50 g na obtoczenie dookoła)
- 40 g kakao gorzkiego
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (można pominąć)
Sposób przygotowania:
Suszone owoce wkładamy do pojemnika i zalewamy wrzątkiem na minimum 30 minut. Po tym czasie odsączamy na sitku z wody i blendujemy malakserem z nożem w kształcie litery S. Zblendowane owoce przekładamy do miski, dodajemy masło orzechowe, 100 g mielonych orzechów oraz kakao i ekstrakt waniliowy. Mieszamy wszystko dokładnie. Jeżeli masa nie chce się dokładnie wymieszać i jest za sucha można dodać trochę wody w której moczyły się bakalie. Resztę mielonych orzechów wysypujemy na talerzyk. Z masy formujemy niewielkie kulki o średnicy około 3 cm. Każdą kulkę obtaczamy w mielonych orzechach. Kulki można zjeść od razu, ale lepiej smakują schłodzone. Ja trzymam je w lodówce do tygodnia, choć rzadko wytrzymują tyle czasu, zwykle znikają w tajemniczych okolicznościach znacznie wcześniej 🙂 Smacznego!!!
Śledzik w sosie majonezowo-jogurtowym- pozycja obowiązkowa
Tradycyjny śledzik w sosie majonezowo-jogurtowym to pozycja obowiązkowa u mnie w domu na każde święta, zarówno w Boże Narodzenie, jak i na Wielkanoc, a podczas spotkań towarzyskich często również pojawia się na stole. Myślę, że po części wynika to z faktu, że uwielbiam śledzie. I słowo „uwielbiam” jest tu jak najbardziej na miejscu. Zajadam się nimi w najróżniejszych postaciach. Ten dzisiejszy przepis na sałatkę ze śledziem jest jednym z moich ulubionych, delikatne lekko słodkie danie, z kwaskowym ogóreczkiem i cebulką, do tego sosik z jogurtem i majonezem. Dla mnie pycha.
Pamiętam taką anegdotę z naszej rodziny, gdy zaprosiliśmy do nas znajomych, którzy nie odwiedzają nas zbyt często. Był to taki „śledziowy” okres u nas w domu, jak tylko śledzie się kończyły robiliśmy nową ich wersję i zajadaliśmy się prawie codziennie. Wśród różnych potraw (na szczęście było coś jeszcze) pojawiły się, więc na stole cztery wersje sałatek śledziowych. Sałatki były oczywiście pyszne, ale niestety zaproszeni goście nie lubili śledzi… ALE WTOPA 🙂 Poza tymi sałatkami, było coś jeszcze, ale już nigdy nie przygotowałam potraw na spotkanie towarzyskie z jednej „grupy produktowej”. Ta historia sprzed paru lat dużo mnie nauczyła. Od tamtej pory zawsze staram się aby dania różniły się między sobą, po to, aby już nigdy nie było sytuacji, gdzie gość nie może spróbować połowy dań ze stołu… Dziś się z tego śmieję, ale wierzcie mi, tego wieczoru nie było mi do śmiechu.
Wracając do dzisiejszej sałatki śledziowej, dobrze jest przygotować ją dzień wcześniej, aby smaki dobrze się przegryzły, ale jak jesteśmy niecierpliwi, to po godzinie od przygotowania można już jeść. Polecam serdecznie, na najbliższe święta i nie tylko 🙂
Śledzie w sosie sosie majonezowo-jogurtowym z jabłkiem i ogórkiem kiszonym
Składniki:
- 1 opakowanie śledzi a’la matias (u mnie to były 4 filety)
- 1 duży lub 2 małe ogórki kiszone
- 1 duże jabłko, najlepiej lekko kwaskowe
- 1 duża lub 2 małe cebule
- 125 ml jogurtu naturalnego
- 125 ml majonezu
- 1 łyżka cukru
- sok wyciśnięty z 1/2 cytrynu
- sól, pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
Śledzie wyjąć z opakowania, włożyć do miski i zalać zimną wodą, aby się wymoczyły na minimum 2 godziny. TIP: Ja zwykle zostawiam je na noc, a rano przygotowuje sałatkę. Wówczas mamy idealnie przegryzione danie na kolację. Śledzie wyjmujemy z wody, osuszamy ręcznikiem papierowym, kroimy w poprzek na paski o szerokości około 1-2 cm. Wkładamy do pojemnika w którym będziemy wszystko mieszać. Jabłko obieramy ze skórki, następnie ogórki kiszone i jabłko kroimy w drobną (około 0,5 cm kostkę), cebulę siekamy również w drobną kostkę, przekładamy do śledzi. Do naczynia wkładamy majonez i jogurt, dodajemy cukier i sok z cytryny, mieszamy i dodajemy sól i pieprz do smaku. Tak przygotowany sos dodajemy do pokrojonych śledzi, oraz dodatków i dokładnie mieszamy. Odstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny. Smacznego!!!
Sernik na zimno z ricotty
Podczas naszego pobytu na Sycylii odkryłam na nowo ricottę. Prawda jest taka, że wcześniej nie poznałam jej prawdziwego smaku, jaki można spotkać tylko na tej prześlicznej wyspie. Dostępne u nas na rynku sery dobrze ja przypominają, ale wciąż mają niedościgły ideał w postaci ricotty, którą jadłam bezpośrednio od sprzedawcy na targu w Palermo.
Na Sycylii ricottę podają w wielu wersjach i odmianach. Ja dziś proponuje Wam moją słodką wersję sernika z ricotty na zimno. Jest to wyjątkowo łatwe ciasto. Pokuszę się powiedzieć, że wyjdzie każdemu i na pewno zrobi piorunujące wrażenie. Całe przygotowanie nie trwa długo, jednakże trzeba wziąć pod uwagę czas chłodzenia. Zwykle wystarczy około 2-3 godzin, ale jeśli zostawimy go w lodówce na całą noc będzie zdecydowanie lepiej. Moim zdaniem idealnie sprawdzi się na nadchodzące święta wielkanocne.
Sernik na zimno z ricotty
Składniki:
- 200 g herbatników maślanych
- 100 g masła
- 6 żółtek
- 6 łyżek cukru trzcinowego
- 1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią
- 200 g białej czekolady
- 750 g ricotty
- 500 ml śmietany kremówki 36%
- 1 opakowanie żelatyny lub żelatyna-fix
- dowolne owoce na wierzch (ja użyłam mieszanki owoców leśnych z mrożonki oraz świeżych borówek)
- kilka liści mięty do dekoracji
Przygotowanie:
Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. W malakserze rozdrabniamy herbatniki na proszek. Masło topimy w mikrofalówce lub w rondelku i mieszamy ze rozdrobnionymi herbatnikami. Tak otrzymaną masę wykładamy na tortownice i ugniatamy tworząc mały rancik i spód. Wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.
Żółtka wbijamy do miski miksera, dodajemy cukier trzcinowy i cukier z wanilią, a następnie ubijamy do uzyskania puszystej masy. W międzyczasie topimy czekoladę w kąpieli wodnej lub mikrofalówce. Dodajemy czekoladę do ubitych żółtek i mieszamy dokładnie. Po uzyskaniu gładkiej masy dodajemy ricottę i również ubijamy całość. Do drugiego naczynia wlewamy śmietanę kremówkę i ubijamy ją do czasu uzyskania gęstej, bitej śmietany. Do małej szklanki wlewamy wrzątek (około 50-75ml) i dodajemy żelatynę. Mieszamy dokładnie, aż żelatyna się dokładnie rozpuści. Do rozpuszczonej żelatyny dodajemy po jednej łyżce śmietany aby ją zahartować i mieszamy ją dokładnie. Zaharowaną żelatynę dodajemy do bitej śmietany, mieszamy, a następnie dodajemy do masy serowej i dalej dokładnie mieszamy. Masa powinna mieć dość gęstą konsystencję.
Tak uzyskaną masę przekładamy do tortownicy wyłożonej masą herbatnikową. Z wierzchu dekorujemy owocami i miętą. Wkładamy do lodówki na minimum 2-3 godziny, smacznego 🙂
Cynamonowo-czekoladowe muffiny z batatów z malinami
Ostatnio upiekłam ogromną ilość batatów. Miało być jako przekąska, a z ilością tak przesadziłam, że było i na przekąskę i do łososia na obiad i na sam koniec jeszcze zostało 🙂 Nie lubię, jak się jedzenie marnuje, więc musiałam coś wymyślić. No i z tego wymyślania wyszły muffiny. Smakują znakomicie, są wilgotne, cynamonowe z dodatkowym bonusem w postaci malin. Zdrowo i smacznie, nic tylko jeść, nawet bez wyrzutów sumienia…
Bataty do tego przepisu piekłam 45 minut w piekarniku nastawionym na 180 stopni. Wcześniej pokroiłam je na kształt grubych frytek, gdyż miały być przekąską, ale pokrojone na ćwiartki, talarki, czy po prostu w kostkę, też będzie dobrze. Pokrojone bataty ułożyłam na papierze do pieczenia, spryskałam oliwą z oliwek w atomizerze i posypałam solą i cynamonem. Tak przyrządzone smakują idealnie zarówno jako przekąska na drugie śniadanie, jak i dodatek do mięs przygotowywanych na „słodko”, jak np. ten łosoś http://www.cookandme.com.pl/dania-glowne/losos-pieczony-z-salsa-z-mango-i-awokado/.
Wracając do przepisu na muffiny, nie są może zbyt urodziwe, ale smak rekompensuje wszystko. No i ten brak wyrzutów sumienia, dla mnie bomba, a lato za pasem… Smacznego!!!
Cynamonowo-czekoladowe muffiny z batatów z malinami
Składniki (u mnie wyszło 16 sztuk):
- 400 g pieczonych batatów (waga po upieczeniu)
- 2 jajka
- 100 g czekolady gorzkiej 90%
- 125 ml oleju kokosowego
- 100 g cukru trzcinowego
- 1 łyżeczka cynamonu
- 100 g mąki kokosowej
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- maliny, ja użyłam mrożone, ale świeże również się sprawdzą (po kilka sztuk do papilotki)
- wiórki kokosowe do posypania po wierzchu
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę na muffiny wypełniamy papilotkami. W malakserze rozdrabniamy bataty, dodajemy jajka. Zblendowane z jajkami bataty przekładamy do miksera. Czekoladę łamiemy na kawałki i topimy w mikrofalówce, lub kąpieli wodnej. Stopioną czekoladę dodajemy do masy z batatów, następnie rozpuszczamy olej kokosowy i 125 ml oleju kokosowego wlewamy do masy. Wszystko mieszamy mikserem. Następnie dodajemy cukier trzcinowy, cynamon, mąkę kokosową i sodę. Mieszamy wszystko do uzyskania gładkiej masy. Masa jest dość gęsta. Przekładamy po 1 dużej łyżce do papilotki, na wierzch wciskamy po 3-4 maliny. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 25 minut. Po wyjęciu posypujemy po wierzchu wiórkami kokosowymi.
Smacznego!!!
Krewetki na inny „hiszpański” sposób
Krewetki w wersji klasycznej już się u mnie ma blogu pojawiły http://www.cookandme.com.pl/przekaski/najprostsze-krewetki. Tak jak wówczas pisałam, pojawiają się one u mnie w domu różnych wersjach. Dziś przedstawiam Wam wersję, zapożyczoną z mojej ulubionej gdyńskiej tapasowni „TAPAS Barcelona”. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem w zeszłym roku w marcu. Kucharz uraczył nas mega specjałami, z których jeden zapadł nam wyjątkowo w pamięć, a mianowicie krewetki z kiełbaską chorizo. Odtwarzaliśmy to danie wielokrotnie w domu i uważam, że smakuje wybornie. Myśleliśmy, że takie połączenie, to klasyk kuchni hiszpańskiej, no bo wiadomo, krewetki = Hiszpania, chorizo = Hiszpania 🙂 z błędu wyprowadził nas latem kucharz w naszym ulubionym barze w Maladze. Połączenie krewetek z chorizo, było dla nich wyjątkowo zaskakujące, ale na naszą prośbę, kucharz je nam przygotował :-). Były pyszne… wręcz niezapomniane… Życzę wiec smacznego i serdecznie polecam.
Krewetki z kiełbaską chorizo
Składniki:
- 1 opakowanie 450 g krewetek (u mnie były to krewetki argentyńskie z Lidla)
- 4 ząbki czosnku
- 1 papryczka chilli
- 100 g kiełbaski chorizo
- 150 ml białego wina
- 100 g masła klarowanego
- pęczek natki pietruszki
- sok z 1/2 cytryny
- 1 łyżeczka papryki wędzonej w proszku
- sól i pieprz do smaku
- bagietka do podania
Sposób przygotowania:
Krewetki myjemy, obieramy i czyścimy. Kroimy czosnek na drobne plasterki, papryczkę chilli na drobną kostkę, kiełbaskę w plasterki. Natkę pietruszki siekamy drobno. Na patelni rozpuszczamy trochę więcej niż połowę masła klarowanego. Na rozpuszczone masło wrzucamy czosnek i papryczkę chilli, chwilę smażymy. Dodajemy do masła z czosnkiem i papryką, kiełbaskę chorizo, a następnie dosypujemy paprykę wędzoną w proszku. Smażymy chwilę, aż kiełbaski się lekko wytopią. Dorzucamy do patelni krewetki, układając je płasko na patelni, a następnie smażymy około 3-5 minut, po tym czasie przewracamy na druga stronę i smażymy kolejne 3-5 minut. Podkręcamy ogień na maksymalną moc i wlewamy wino, chwilę gotujemy, aby trochę odparowało, skręcamy ogień, dodajemy resztę masła klarowanego, sok z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy jeszcze dosłownie chwilę, posypujemy natką pietruszki i gotowe ????
Tarta z serem camembert i żurawiną, czyli coś z niczego :-), dla gościa niespodziewanego…
Czasem zdarza się, że wracając z pracy dowiaduje się o tym, że na kolacji będzie nas więcej niż zwykle no i dobrze gdyby pojawiło się coś ekstra. Co wtedy? Mała analiza co znajdę w lodówce i spiżarni, bo najczęściej już na zakupy nie mam czasu i trzeba coś wymyślić. Tak było i tym razem. Na szczęście ciasto francuskie, szynka parmeńska i jakieś sery zawsze są w spiżarni, a reszta była już wariacją na dalszy temat. W ten sposób powstała ta tarta, która ma dość niecodzienny smak. Połączenie kremowego sera z kwaśnym smakiem żurawiny, według mnie, bardzo ciekawie się komponuje. Tarta piecze się w piekarniku około 20-25 minut, a całe przygotowanie to około 30-40 minut, w zależności od wprawy, dzięki temu jest to danie szybkie i na pewno efektowne. Polecam wszystkim zaganianym, którzy chcą zabłysnąć…
Tarta z serem camembert i żurawiną
Składniki:
- 1 opakowanie ciasta francuskiego
- 300 g sera camembert
- 100 g szynki długo-dojrzewającej (u mnie to była szynka parmeńska)
- 50 g szpinaku
- 2 żółtka
- 125 ml śmietany 30%
- 100 g żurawiny mrożonej
- sól i pieprz
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Formę do tart wykładamy ciastem francuskim, brzegi powyżej rantu formy obcinamy. Szpinak myjemy i osuszamy, camembert kroimy na kawałki. Na ciasto wykładamy część szpinaku, połowę szynki parmeńskiej, połowę camemberta, następnie kolejna warstwa, czyli szpinak, szynka i camembert. Całość posypujemy żurawiną. W szklance mieszamy śmietanę z żółtkiem, dodajemy sól i pieprz. Wylewamy płyn na ułożone na tarcie składniki i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy w piekarniku 20-25 minut. Masa musi się ściąć, a wierzch ładnie zarumienić.
Smacznego!!!





















































































