Czekoladowe prawie nic ;-), czyli przepis na obłędne czekoladowe ciastka.

Dawno nic się tu nie pojawiało, a ja szukałam sobie wymówek czemu nie piszę… bo to właśnie tak wygląda. Telefon pęka w szwach od ilości zdjęć jedzenia, każdy wolny weekend, wieczór, obfitują w kolejne przepisy i nowości w naszej domowej kuchni, a na blogu? Na blogu posucha… Tłumaczę sobie, że blog to hobby, coś co robię dla fanu, dla zabawy, dla rozrywki, tylko po co? Zawsze wydawało mi się, że gotuję, po to żeby było smacznie, a piszę aby ktoś inny mógł z tych smaków skorzystać. Jak nie piszę to efekt jest prosty, moi bliscy korzystają, ale inni chętni już nie… więc zmieniamy (po raz kolejny) działanie i postaram się podrzucać tu nowe przepisy, wraz z kilkoma zdaniami co u mnie 🙂

Dziś, po instagramowo-facebookowej ankiecie wynika, że pojawia się tu coś słodkiego. Zastanawiałam się co wybrać, bo „słodziuśkie” jak to mówi moja sąsiadka, zawsze u nas jest, a ostatnio królują bezy, beziki, rolady… ale na przekór idziemy w czekoladę. Kiedy jeszcze nie było pandemii lubiłam spędzać czas w lokalnych kawiarniach na „małej czarnej”. Moim idealnym dopełnieniem było małe ciastko czekoladowe, taki bezkształtny placek, który otulał ślinianki przyjemnym smakiem roztopionego szczęścia. W czasie lockdownu niestety trzeba było sobie radzić inaczej, wiec… Przetestowałam chyba z 20 różnych przepisów, które w efekcie wyewoluowały do mojej ostatecznej wersji. Ciastka są ekspresowe, może lekko niewyględne, ale za to obłędnie pyszne i wierzcie mi słowo „obłędnie” nie jest tu użyte na wyrost. Moim zdaniem te ciastka to po prostu boskie połączenie orzechów, czekolady, smaku, idealny balans i rozkosz dla podniebienia.

Ciastka czekoladowe

Składniki:

  • 2 jajka
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 200 g czekolady mlecznej lub gorzkiej
  • 100 g masła
  • 150 g mąki
  • 50 g gorzkiego kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g kropelek czekoladowych lub siekanej czekolady gorzkiej
  • 100 g orzechów włoskich lub pekan

Sposób przygotowania:

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, góra dół, bez termoobiegu. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę z masłem. W międzyczasie ubijamy jajka z cukrem, tak długo aby cukier się rozpuścił a masa znacznie zwiększyła swoją objętość. W osobnej misce mieszamy suche składniki, czyli mąkę, kakao, proszek do pieczenia. Do ubitej masy jajecznej dodajemy rozpuszczoną z masłem czekoladę i dokładnie mieszamy.

W kolejnym kroku do masy, teraz już jajeczno-czekoladowej dodajemy składniki suche i mieszamy dokładnie. Orzechy lekko podprażamy na patelni, a następnie drobno siekamy nożem.

Dodajemy do ciasta orzechy i kropelki czekoladowe, mieszamy łopatką lub mikserem aby uzyskać w miarę jednolite rozprowadzenie tych dodatków w masie.

Z masy lepimy małe kulki wielkości 3-4 cm i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika. Po upieczeniu wyjmujemy, studzimy (oczywiście jeśli zdążymy, bo u nas często znikają, zanim dokładnie wystygną :-)) i smacznego!!!

Ciasteczko na raz, czyli francuski makaronik

Moja córka namiętnie raczy nas ostatnio crème brûlée, przygotowuje ten deser na miliony różnych sposobów, z czekoladą, malinami, herbatą matcha, kakao, mango. Ilość jej pomysłów jest nie do ogarnięcia. Efekt uboczny, tych, skądinąd przyjemnych doznań kulinarnych, to permanentny nadmiar białek. Wobec tego każdy przepis, gdzie białka są składnikiem głównym jest u nas ostatnio w „cenie”. Tak więc, bezy, beziki, rolady bezowe, bezy pavlova, kokosanki, tarty na kokosowym spodzie są u nas częstym gościem. Najbardziej jednak popularnym deserem, jaki pojawia się u nas w celu wykorzystania białek, to francuskie makaroniki.

Te małe kruche na zewnątrz, a miękkie w środku, ciasteczka, to po prostu poezja smaków. Uwielbiam je wręcz, co niestety odbija się mocno na obwodzie w talii, ale co tam, nie samą talią człowiek żyje… a chwila nieziemskiej przyjemności naprawdę potrafi poprawić humor, zwłaszcza mnie 🙂 Postanowiłam więc, podzielić się z Wami dziś moim przepisem na makaroniki czekoladowe, przekładane nutellą. Myślę, że to jedna z przyjemniejszych odmian tego ciasteczka. Sekret przygotowania, to bardzo, bardzo długie ubijanie piany z białek. Muszą być bardzo sztywne, a dodawane później do nich składniki suche mieszamy wyjątkowo delikatnie, aby piana jak najmniej opadła. Później tylko wykładamy na blaszkę i pieczemy kilkanaście minut, aby delektować się tym cudownym smakołykiem…

Czekoladowe makaroniki

Składniki:

  • 125 ml białek,
  • 3 łyżki drobnego cukru,
  • szczypta soli,
  • 1 szklanka mąki migdałowej, lub mielonych migdałów,
  • 1 1/2 szklanki cukru pudru,
  • 1/2 szklanki gorzkiego kakao,
  • nutella do przełożenia makaroników,

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzać do temperatury 160 stopni, góra dół, bez termoobiegu. Do miski miksera wlać białka, dodać szczyptę soli i ubijać aż się dobrze spienią. Wówczas dodawać stopniowo po 1 łyżce drobnego cukru. Po dodaniu całego cukru ubijać białka na najwyższych obrotach miksera co najmniej 5 minut (im dużej, tym lepiej).

Do drugiej miski przesiewamy przez sitko cukier puder, mąkę migdałową i kakao. Dodajemy suche, przesiane składniki do dobrze ubitych białek mieszając bardzo delikatnie, aby piana jak najmniej opadła.

Wymieszaną masę makaronikową przekładamy do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką. Na blaszce do pieczenia układamy papier do pieczenia. TIP: Aby sobie ułatwić, można rogi papieru posmarować delikatnie masłem, aby przykleił się do blaszki i nie unosił podczas nakładania porcji masy. Na blaszkę z papierem wykładamy porcje masy wielkości piłeczki pingpongowej. Po wyłożeniu porcji na całą blachę unosimy blaszkę około 10-20 cm powyżej blatu i upuszczamy na blat kilkakrotnie. Odstawiamy na 30 minut, aby lekko obeschły. Po tym czasie wkładamy blaszkę do nagrzanego piekarnika i pieczemy 12-15 minut. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do dokładnego ostudzenia.

Ostudzone makaroniki dobieramy parami, aby były jak najbardziej zbliżone wielkością. Jeden z nich smarujemy nutellą, i przykrywamy drugim.

Smacznego!!!

Zdrowa przekąska, czyli migdałowy chlebek bananowy

Co robicie z za bardzo dojrzałych bananów? U nas zwykle, albo lody, albo chlebek bananowy. Chlebek bananowy, to chyba jedno z najprostszych sposobów na zdrową przekąskę, przygotowaną w ekspresowym tempie. Składniki blendujemy w blenderze, wszystko razem, przekładamy do blaszki, do piekarnika i po 40 minutach pachnie w całym domu ciastem bananowym.

U nas, taki chlebek, sprawdza się zarówno jako słodkie śniadanie, jak i przekąska. Najczęściej na wierzchu ląduje masło orzechowe, lub jakaś domowa konfitura, trochę owoców, po prostu pycha… Ja osobiście, lubię taki chlebek, sauté, jest idealnym dodatkiem do kawy, na drugie śniadanie.

Ta konkretna wersja chlebka bananowego, to jego najprostsza odmiana. Banany, masło i mąka migdałowa, trochę miodu i gotowe. Całość przygotowuje się bardzo sprawnie, jest to idealny przepis zwłaszcza dla dzieci. Jeżeli nie macie masła migdałowego, można wykorzystać każde inne masło orzechowe, będzie równie smacznie. Serdecznie polecam…

Migdałowy chlebek bananowy

Składniki:

  • 3 banany
  • 3 jajka
  • 150 g masła migdałowego
  • 100 g mąki migdałowej
  • 100 g  miodu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka olejku migdałowego
  • olej kokosowy do wysmarowania blaszki

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Banany obieramy i kroimy na 2-3 cm plastry. Wrzucamy do malaksera lub blendera. Dodajemy jajka, mąkę, masło migdałowe, miód,  proszek do pieczenia oraz olejek migdałowy. Wszystko miksujemy na najwyższych obrotach miksera, aż powstanie jednolita masa. Prostokątną formę typu keksówka, wykładamy papierem do pieczenia, smarujemy delikatnie olejem kokosowym. Do blaszki przekładamy ciasto, wyrównujemy powierzchnię i wkładamy do piekarnika na 40 minut. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy na 30 minut do wystygnięcia.

Podajemy bez dodatków, lub z konfiturą, masłem orzechowym lub owocami.

Smacznego!!!

 

Słodka niespodzianka – tarta a’la Kinder Bueno

Za oknem żar leje się z nieba, a za mną wciąż chodzą słodkie smaki, więc zamiast risotto z kurkami, które miało dziś wylądować na blogu, proponuje Wam tartę kinder bueno. Bez pieczenia, prosto z lodówki smakuje wybornie, lekko chłodna, idealnie wpisuje się w deser do kawy. Robi się ją dość szybko, jedyne o czym trzeba pamiętać, to aby ją schłodzić w lodówce około 2-3 godzin. Zapewniam Was, że dzieci wyjątkowo chętnie skuszą się na to ciasto, jedyny minus jest taki, że mocno uzależnia…

Tarta a’la Kinder Bueno

Składniki:

  • 4 batoniki Kinder Bueno
  •  150 g herbatników maślanych
  • 100 g mielonych orzechów laskowych
  • 125 g masła do spodu i trochę do wysmarowania formy
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 250 g serka mascarpone
  • 50 g cukru pudru
  • 200 g czekolady mlecznej
  • 100 g czekolady gorzkiej
  • 1 opakowanie 100 g orzechów laskowych

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Orzechy wysypujemy na blaszkę z piekarnika. Do nagrzanego piekarnika wstawiamy orzechy na około 10 minut. W trakcie prażenia należy orzechy kilkakrotnie przemieszać. Uprażone orzechy wyjmujemy z piekarnika, studzimy, przesypujemy na czystą ściereczkę i pocierając usuwamy skórki z orzechów. Jeżeli nie mamy piekarnika, możemy etap prażenia orzechów pominąć, zmniejsza to odrobinę doznania smakowe, ale nadal jest pysznie.

Herbatniki pokruszyć, a następnie rozdrobnić w malakserze, dodać mielone orzechy laskowe i roztopione masło a następnie wymieszać dokładnie. Formę do tarty wysmarować masłem, a następnie wyłożyć na nią masę dokładnie dociskając, ja w tym celu używam najczęściej spodu szklanki. Formę z ciastem wkładamy do lodówki na 30 minut.

W tym czasie przygotowujemy krem. Czekoladę mleczną rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Następnie przelewamy ją do misy miksera i dodajemy porcjami serek mascarpone mieszając dokładnie. Gdy już wymieszaliśmy czekoladę z mascarpone dodajemy cukier puder i śmietanę kremówkę. Ubijamy do czasu powstania puszystego kremu. Krem wykładamy na spód z herbatników, wyrównujemy powierzchnię. Dekorujemy po wierzchu połamanymi batonikami, wciskając je lekko w środek kremu. Posypujemy uprażonymi orzechami. W kąpieli wodnej lub mikrofalówce topimy gorzką czekoladę, a następnie polewamy po wierzchu ciasta, najlepiej nabierając na łyżkę, aby powstały charakterystyczne dla batoników paski.

Ciasto wkładamy do lodówki na minimum 2 godziny lub całą noc. Smacznego!!!

  

   

 

 

Truskawkowe tiramisu

Kilka tygodni temu dodałam wpis z przepisem na klasyczną wersję tiramisu. Dziś proponuję Wam inną odsłonę tego pysznego włoskiego deseru. Dodałam do niego truskawek, dzięki czemu słodki krem, nabrał zupełnie innego wyrazu. Gorąco polecam wypróbowanie tej wersji, gdyż smakuje znakomicie.

Zamiast truskawek można dodać wiele innych owoców, ja już wypróbowałam wersję z jagodami, borówkami, malinami, miksem owoców leśnych, z brzoskwiniami. Zawsze smakowało bosko. Zawsze warto poeksperymentować w tym temacie. Ja w najbliższy weekend planuje tort na bazie tiramisu, również z dodatkiem owoców. Zapewne więc, wkrótce również i taka wersja pojawi się na blogu, a na razie zachęcam do wypróbowania tiramisu z truskawkami. Polecam.

Truskawkowe tiramisu

Składniki (forma 35 x 28):

  • 5 żółtek
  • 5 łyżek brązowego cukru
  • 500 g mascarpone
  • 500 g  śmietany 30%
  • 5 łyżek cukru pudru
  • 1 opakowanie śmietan-fix
  • 1 opakowanie żelatyna-fix do deserów
  • 1/2 kg truskawek
  • 1 duże opakowanie biszkoptów
  • 150 ml mocnej kawy esspresso
  • 50 ml amaretto
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 2 łyżki gorzkiego kakao

Sposób przygotowania:

Zaparzamy mocną kawę espresso, studzimy. Do ostudzonej kawy dodajemy cukier i amaretto, mieszamy dokładnie i przelewamy do miski, w której będzie nam wygodnie maczać biszkopty. Truskawki myjemy, osuszamy i usuwamy szypułki.

Do misy miksera wbijamy żółtka, dodajemy 5 łyżek brązowego cukru i ubijamy około 10-15 minut, do czasu uzyskania bardzo puszystej, piankowej masy. Zmniejszamy prędkość miksera do minimum i dodajemy stopniowo w trzech porcjach mascarpone. Za każdym razem mieszając do połączenia składników. Zagotowujemy 1/3 szklanki wody, do wrzątku wsypujemy żelatyna-fix, dokładnie mieszamy. Do wymieszanej wody z żelatyną dodajemy 3-4 łyżki śmietany, a następnie dokładnie mieszamy.
W drugiej misce ubijamy resztę śmietany wraz z cukrem pudrem na puszystą pianę. Pod koniec ubijania śmietany dodajemy śmietan-fix oraz żelatyna-fix rozpuszczony w wodzie z dodatkiem śmietany. Ubitą pianę dodajemy do masy jajecznej z serkiem mascarpone i mieszamy dokładnie na małych obrotach miksera do uzyskania gładkiej konsystencji.

Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i przechodzimy do układania biszkoptów. Każdego biszkopta maczamy w kawie z amaretto i układamy na blaszce. Gdy ułożymy już całą jedną warstwę biszkoptów wykładamy na nią około 1/2 porcji kremu. Rozprowadzamy warstwę kremu równomiernie. Następnie rozkładamy około połowę truskawek pokrojonych na mniejsze kawałki. Truskawki lekko wciskamy w krem  i układamy kolejną warstwę moczonych w kawie biszkoptów. Na biszkopty wykładamy resztę kremu, wyrównujemy wierzch. Na wierzchu układamy resztę pokrojonych truskawek (ja kroiłam w plasterki, ale ćwiartki i połówki, też będą ładnie wyglądać)  i sypiemy po wierzchu gorzkim kakao.

Ciasto wkładamy do lodówki na minimum 2-3 godziny, a najlepiej na całą noc. Ciasto najlepiej smakuje dobrze schłodzone.

Smacznego!!!

Churros – słodki smak hiszpańskiego lata

Witam w ten cudowny poranek. Słonko świeci, śniadanie na tarasie zaliczone, żyć nie umierać… Ten dzień nastroił mnie, aby pokazać wam przepis, który dopracowałam już jakiś czas temu, a jest moim wspomnieniem z hiszpańskich wyjazdów. Chyba nie zdarzyło nam się być w Hiszpanii i nie zjeść churros. One są prawie wszędzie… Nie jest to może najbardziej dietetyczne danie, ale są obłędnie pyszne. Prawie każdy Hiszpan zaczyna dzień od porcji churros z czekoladą i cafe cortado 🙂 W takie słoneczne dni, ja też chętnie tak właśnie zaczynam dzień… Jeśli macie ochotę to polecam, wierzcie mi, że wasze dzieci będą bardzo szczęśliwe, jeśli raz na kiedy od święta dostaną churros na śniadanie…

Churros przygotowuje się z parzonego ciasta, takiego jak na karpatkę, czy ptysie, różnica jest jednak taka, że piecze się je w głębokim tłuszczu, a nie w piekarniku, jak w przypadku ciast.

Churros

Składniki:

Na churros:

  • 1 szklanka 250 ml mleka
  • 100 g  masła
  • opakowanie cukru z wanilią
  • 2 łyżki cukru
  • 200 g  mąki
  • 4 jajka
  •  cukier puder do posypania po wierzchu
  • 1 l oleju rzepakowego do smażenia

Na czekoladę:

  • 2 tabliczki czekolady 200 g (mleczna, gorzka, jaką wolicie)
  • 100 ml mleka
  • 1-2 łyżki rumu (opcjonalnie)

Sposób przygotowania:

Do garnka wlewamy mleko, dodajemy masło, cukier z wanilią i cukier. Gotujemy na małym ogniu do rozpuszczenia. Gdy masa jest już rozpuszczona, zagotowujemy ją i dodajemy przesianą mąkę. Ucieramy chwilę łyżką lub pałką drewnianą na małym gazie do uzyskania gładkiego ciasta. Odstawiamy do ostudzenia. Ja zwykle odczekuję około 30-40 minut. Po tym czasie dodajemy po jednym jajku i miksujemy na gładką masę.

W drugim garnku rozgrzewamy olej. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego z gwiazdkową końcówką. Do rozgrzanego oleju wyciskamy po trochu ciasta formując patyki długości kilku – kilkunastu centymetrów. Smażymy do momentu uzyskania złotego koloru. Wyjmujemy z garnka na ręcznik papierowy, aby usunąć nadmiar tłuszczu. Posypujemy po wierzchu cukrem pudrem.

W międzyczasie do garnka wrzucamy połamaną czekoladę, dolewamy mleka i rumu, a następnie topimy w kąpieli wodnej do uzyskania gładkiej masy.

Upieczone churros podajemy z roztopionym sosem czekoladowym, smacznego!!!

 

 

Orzechowo-kakaowe kulki „mocy”

Naszło mnie wczoraj wieczorem na coś słodkiego. Czasem tak mam, nic na to nie poradzę, a ponieważ czasu nie było za dużo padło na kulki z bakalii. Czytałam kiedyś na różnych stronach o wielu wersjach tych smakołyków. Jedni robią z samych daktyli, inni z dodatkami innych bakalii. Ja testowałam już przeróżne wersje, dodawałam przeróżne składniki, między innymi młody jęczmień, który sprawdził się fantastycznie. Po wielu próbach opracowałam kilka wersji tych fit pyszności. Mam swoją ulubioną wersję kokosową, orzechowo-kakaową, czy lekko kwaskową z żurawiną. Wczoraj padło na wersję orzechowo-kakaową.

Zrobiłam ją z czterech rodzajów bakalii, śliwek, moreli, fig i daktyli, dodając do tego mielone orzechy laskowe i kakao. To połączenie daje nam lekko wytrawny smak, dzięki czemu kulki nie są tak przeraźliwie słodkie, jak w przypadku łączenia samych owoców i kokosa, czy mąki z orzechów. Mnie ten smak zdecydowanie odpowiada, dodatkowo gorzkie kakao to bogate źródło wielu składników. Takie kulki to idealna przekąska do kawy, czy przed treningiem, jako zastrzyk energii z węglowodanów. Dla mnie osobiście to idealny słodycz „bez wyrzutów sumienia” zwłaszcza w perspektywie zbliżającego się sezonu bikini :-). Prawda jednak jest taka, że nawet zdrowe słodycze zjadane w nadmiarze są tuczące, więc przygotowana porcja powinna mi starczyć na kilka dni 🙂 zobaczymy jak wyjdzie. Spróbujcie i Wy, smacznego!!!

Orzechowo-kakaowe kulki mocy

Składniki:

  • 100 g daktyli suszonych
  • 100 g fig suszonych
  • 100 g  moreli suszonych
  • 100 g śliwek suszonych
  • 100 g masła orzechowego (ja użyłam z nerkowców)
  • 150 g mielonych orzechów laskowych (100 g do masy i 50 g na obtoczenie dookoła)
  • 40 g  kakao gorzkiego
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (można pominąć)

Sposób przygotowania:

Suszone owoce wkładamy do pojemnika i zalewamy wrzątkiem na minimum 30 minut. Po tym czasie odsączamy na sitku z wody i blendujemy malakserem z nożem w kształcie litery S. Zblendowane owoce przekładamy do miski, dodajemy masło orzechowe, 100 g mielonych orzechów oraz kakao i ekstrakt waniliowy. Mieszamy wszystko dokładnie. Jeżeli masa nie chce się dokładnie wymieszać i jest za sucha można dodać trochę wody w której moczyły się bakalie. Resztę mielonych orzechów wysypujemy na talerzyk. Z masy formujemy niewielkie kulki o średnicy około 3 cm. Każdą kulkę obtaczamy w mielonych orzechach. Kulki można zjeść od razu, ale lepiej smakują schłodzone. Ja trzymam je w lodówce do tygodnia, choć rzadko wytrzymują tyle czasu, zwykle znikają w tajemniczych okolicznościach znacznie wcześniej 🙂  Smacznego!!!

Cynamonowo-czekoladowe muffiny z batatów z malinami

Ostatnio upiekłam ogromną ilość batatów. Miało być jako przekąska, a z ilością tak przesadziłam, że było i na przekąskę i do łososia na obiad i na sam koniec jeszcze zostało 🙂 Nie lubię, jak się jedzenie marnuje, więc musiałam coś wymyślić. No i z tego wymyślania wyszły muffiny. Smakują znakomicie, są wilgotne, cynamonowe z dodatkowym bonusem w postaci malin. Zdrowo i smacznie, nic tylko jeść, nawet bez wyrzutów sumienia…

Bataty do tego przepisu piekłam 45 minut w piekarniku nastawionym na 180 stopni. Wcześniej pokroiłam je na kształt grubych frytek, gdyż miały być przekąską, ale pokrojone na ćwiartki, talarki, czy po prostu w kostkę, też będzie dobrze. Pokrojone bataty ułożyłam na papierze do pieczenia, spryskałam oliwą z oliwek w atomizerze i posypałam solą i cynamonem. Tak przyrządzone smakują idealnie zarówno jako przekąska na drugie śniadanie, jak i dodatek do mięs przygotowywanych na „słodko”, jak np. ten łosoś  http://www.cookandme.com.pl/dania-glowne/losos-pieczony-z-salsa-z-mango-i-awokado/.

Wracając do przepisu na muffiny, nie są może zbyt urodziwe, ale smak rekompensuje wszystko. No i ten brak wyrzutów sumienia, dla mnie bomba, a lato za pasem… Smacznego!!!

Cynamonowo-czekoladowe muffiny z batatów z malinami

Składniki (u mnie wyszło 16 sztuk):

  • 400 g  pieczonych batatów (waga po upieczeniu)
  • 2 jajka
  • 100 g czekolady gorzkiej 90%
  • 125 ml oleju kokosowego
  • 100 g  cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 100 g  mąki kokosowej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • maliny, ja użyłam mrożone, ale świeże również się sprawdzą (po kilka sztuk do papilotki)
  • wiórki kokosowe do posypania po wierzchu

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę na muffiny wypełniamy papilotkami. W malakserze rozdrabniamy bataty, dodajemy jajka. Zblendowane z jajkami bataty przekładamy do miksera. Czekoladę łamiemy na kawałki i topimy w mikrofalówce, lub kąpieli wodnej. Stopioną czekoladę dodajemy do masy z batatów, następnie rozpuszczamy olej kokosowy i 125 ml oleju kokosowego wlewamy do masy. Wszystko mieszamy mikserem. Następnie dodajemy cukier trzcinowy, cynamon, mąkę kokosową i sodę. Mieszamy wszystko do uzyskania gładkiej masy. Masa jest dość gęsta. Przekładamy po 1 dużej łyżce do papilotki, na wierzch wciskamy po 3-4 maliny. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 25 minut. Po wyjęciu posypujemy po wierzchu wiórkami kokosowymi.

Smacznego!!!

 

Szyszki czyli moje wspomnienie dzieciństwa

Czasem wracając do wspomnień z dzieciństwa pojawiają mi się różne smaki, które przyrządzałam z moją ukochaną babunią. Blok czekoladowy, domowe lizaki, czy szyszki, to słodycze przypominające mi o moich beztroskich latach spędzanych głównie na przyjemnościach, w otoczeniu najbliższych. Dlatego, gdy przygotowuje spotkania dla dzieci zawsze staram się aby pojawiły się tam te dania, czy przekąski, które właśnie ten moment życia przypominają mi najbardziej…

Tym razem były to urodziny mojej młodszej córki. Ponieważ na miejsce urodzin wybraliśmy escape room, to poza tradycyjnym tortem, pojawiło się tylko kilka przekąsek, ale takich, które łatwo wziąć do ust, nie krusząc, czy brudząc dookoła. Wspomniane szyszki były właśnie jedną z takich przekąsek.

Szyszki idealnie sprawdzą się również jako słodka przekąska do kawy na stojącym przyjęciu. Z kawą ten kakaowo-czekoladowy przysmak komponuje się idealnie 🙂 Dodatkową jego zaletą jest to, że do przygotowywania można zaangażować nawet 3-4 latki, które chętnie będą lepić małe kuleczki razem z nami, a więc zapraszam do wypróbowania.

Szyszki z ryżu preparowanego

Składniki (około 60 kulek wielkości piłeczki do tenisa stołowego):

  • 200 g ryżu preparowanego (2 opakowania)
  • 500 g krówek
  • 1 opakowanie masy krówkowej kakaowej
  • kostka masła 200 g

Sposób przygotowania:

Do rondelka wkładamy masło i obrane z papierków cukierki – krówki. Stawiamy na lekkim gazie i powoli rozpuszczamy. Gdy masa jest już rozpuszczona, dodajemy masę krówkową. TIP: Jeżeli nie macie masy krówkowej kakaowej, można dodać zwykłą i dołożyć 2-3 łyżki kakao. Po dodaniu masy krówkowej mieszamy dokładnie jeszcze chwilę na gazie do uzyskania gładkiej konsystencji. Odstawiamy z gazu na jakieś 30 minut, aby masa lekko ostygła. W tym czasie do miski wsypujemy ryż preparowany. Wystudzoną masę wlewamy do miski z ryżem i mieszamy dokładnie. Z masy formujemy kuleczki, ich wielkość zależy od naszych upodobań, ja zwykle robię takie wielkości piłeczki tenisa stołowego. Uformowane kuleczki wkładamy do lodówki na 2-3 godziny. Smacznego!!!

Świąteczne pierniczki

Bez czego nie wyobrażacie sobie świąt?

U mnie nie mogą się odbyć bez obowiązkowych pierniczków na choinkę. Mamy już taką tradycję, że co rok pieczemy pierniki, własnoręcznie je ozdabiamy, a później lądują na choince i w naszych brzuchach 🙂 Przepis na te pierniki z roku na rok ulepszam. W tym roku piekliśmy je dość późno, bo raptem 10 dni przed świętami, ale przepis ten jest na tyle uniwersalny, że nie muszą one długo „leżakować”. Wprawdzie z dnia na dzień miękną, ale nawet na drugi dzień po upieczeniu nadają się do jedzenia i nie są twarde jak kamień. W naszym przypadku jest to bardzo ważne, gdyż posiadam kilku piernikowych „łasuchów” na czele z moim psem, który z lubością kradnie je z choinki. W efekcie zdarza nam się piec pierniki na choinkę dwukrotnie podczas jednych świąt, bo znikają w nieznanych okolicznościach…

Przepis jest bardzo łatwy, ja łamiąc wszelkie zasady, wyrabiam ciasto w mikserze. Szkoda mi czasu na mozolne ugniatanie, a nie tracą na smaku pozostawiając czas na inne świąteczne zadania.

Choinkowe pierniczki

Składniki:

  • 500 g mąki pszennej (ja używam tortowej) + trochę na podsypywanie stolnicy
  • 200 g masła (ja używam zawsze masła min. 82% tłuszczu)
  • 4 żółtka
  • 150 g cukru pudru
  • 150 ml miodu (u mnie był użyty miód wielokwiatowy)
  • 40 g przyprawy piernikowej lub korzennej
  • 2 łyżki kakao gorzkiego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

EWENTUALNIE: 1 zółtko i 1 łyżka mleka, do smarowania pierników, aby były błyszczące.

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, góra, dół, bez termoobiegu. Wszystkie suche składniki, czyli mąka, cukier, przyprawa, kakao i proszek do pieczenia wsypujemy do miski miksera i włączamy go na najmniejsze obroty, aby się wymieszały.Po krótkiej chwili zaczynamy dodawać masło pokrojone na drobne kawałki. Podnosimy odrobinę obroty miksera i czekamy, aż masa stanie się w miarę jednolita, wówczas dodajemy płynny miód. TIP: Jeżeli miód się skrystalizował można go włożyć na krótką chwilę do mikrofalówki, lub przełożyć do miseczki i położyć nad parującą gorącą wodą. Mieszamy składniki do uzyskania w miarę jednolitej konsystencji, a następnie dodajemy stopniowo po jednym żółtku i dalej mieszamy. Po uzyskaniu jednolitej, zbitej masy, całość przekładamy na stolnicę podsypaną mąką, i wałkujemy na cienki, około 5 mm, placek. W tym momencie najczęściej do dzieła wkraczają dzieci, które wyciskają różnorakie kształty foremkami. TIP: Jeżeli chcemy powiesić pierniczki na choince musimy im zrobić dziurki, idealnie się do tego nadają słomki do napojów, którymi wykrawamy małe kółeczka w miejscu gdzie będziemy chcieli przymocować zawieszkę. Wycięte kształty przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, można je dodatkowo posmarować żółtkiem rozbełtanym z mlekiem, wówczas po upieczeniu będą błyszczące. Ja jednak zawsze ozdabiam je lukrem, czekoladą, czy kolorowymi pisakami do ciast, więc ich smarowanie pomijam. Posmarowane, bądź nie 🙂 pierniki wkładamy do nagrzanego piekarnika na 8-10 min. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy do ostygnięcia.

Wystudzone pierniki dekorujemy wedle uznania.

Smacznego!!!