Dawno mnie tu nie było, bo wszystkie, złe i dobre, moce świata, postanowiły rzucać mi kłody pod nogi. Najpierw były małe zimowe wakacje na Sycylii, z których przywiozłam mnóstwo nowych pomysłów i inspiracji, a później niezaplanowana, i wciąż nierozwiązana, awaria komputera. Ale na szczęście, po dwóch tygodniach, z ogromną ilością nowych zdjęć i przepisów, wracam z powrotem 🙂 W trakcie mojej nieobecności pojawiło się sporo próśb o dania specjalne. Wobec tego postaram się aby w najbliższym czasie znalazły się tutaj potrawy dietetyczne i tzw. fit, dla moich odchudzających się koleżanek, oraz dnia obiadowe bezmięsne, dla siostry mojego męża, która postanowiła raz w tygodniu stać się wegetarianką. Mam nadzieję, że uda mi się dziewczyny sprostać waszym oczekiwaniom 🙂
A dziś na dobry początek, na fali ostatniej mody, sałatka do lunchboxa. U mnie, z uwagi na to, że pracujemy razem z mężem, zestawy do lanchboxów królują od dłuższego czasu. Jesteśmy w biurze prawie cały dzień, więc prawie zawsze wieczorem przygotowuje coś na kolejny dzień. Staram się, aby była to potrawa, którą z łatwością można odgrzać w mikrofalówce, bez zbyt dużych strat na smaku, bądź taka, którą można zjeść na zimno, bez podgrzewania… W tej grupie dań królują oczywiście wszelkiej maści sałatki, a wśród nich, moje ulubione, z różnorakimi kaszami. Dziś sałatka z komosą ryżową, zwaną również quinoa, grillowanym kurczakiem, suszonymi pomidorami, szparagami oraz granatem. Sałatka jest bardzo smaczna. Połączenie kwaskowatości granatu z delikatnością komosy i kurczaka, oraz delikatności szparagów, dla mnie boskie 🙂 Mam nadzieję, że wam również zasmakuje.
Sałatka z komosą ryżową, kurczakiem i szparagami
Składniki:
- 1/2 szklanki komosy ryżowej
- 1/2 szklanki suszonych pomidorów
- 1 pęczek szparagów zielonych
- 1 pojedyncza pierś z kurczaka
- 1 pęczek szczypiorku
- 1/2 granata
- 5 łyżek oleju lnianego
- 2 łyżki octu winnego czerwonego
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżeczka musztardy Dijon
- sól i pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
Komosę ryżową gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu, czyli w proporcji 2 porcje wody na 1 porcję kaszy. Czas gotowania to najczęściej 15 minut. Ugotowaną kaszę przekładamy do miski i studzimy. W międzyczasie myjemy kurczaka, oczyszczamy z błonek, kroimy na cieńsze plastry. Solimy i pieprzymy z dwóch stron. Nagrzewamy patelnię grillową, a następnie na nagrzanej patelni opiekamy kurczaka z dwóch stron około 5-7 minut z każdej strony, do czasu aż pojawią się charakterystyczne grillowe pasy, a mięso w środku będzie upieczone. Upieczonego kurczaka kroimy w drobną kostkę i dodajemy do komosy. Szparagi myjemy, odrywamy zdrewniałe końce, a następnie gotujemy w osolonej wodzie około 5 minut. Ja wrzucam szparagi na wrzącą wodę i po 3 minutach sprawdzam, czy są wystarczająco miękkie, jeśli nie wydłużam czas gotowania o kolejne 2 minuty. Ugotowane szparagi kroimy na krótkie 1-2 cm kawałki, zostawiając dłuższą końcówkę z główką i dodajemy do miski z kaszą i kurczakiem. Pomidory suszone kroimy w cienkie paski, szczypiorek siekamy, granat obieramy i wszystko wrzucamy do miski, a następnie mieszamy. Do kubeczka wlewamy olej, ocet, miód i musztardę, mieszamy dokładnie i wlewamy do miski z sałatką. Dodajemy odrobinę soli i pieprzu do smaku, mieszamy i gotowe 🙂 Sałatka smakuje równie dobrze, jeśli nie lepiej drugiego dnia, kiedy wszystkie smaki dokładnie się przegryzą.
Smacznego!!!
Zielone curry z łososiem i zielonymi warzywami
Jakiś czas temu spędziłam pasjonujący weekend na warsztatach z kuchni tajskiej. Efektem tego była kumulacja różnorakich dań inspirowanych kuchnią tajską u nas w domu. Curry, pad thai, mleko kokosowe, ryż jaśminowy to dania odmieniane w ostatnich dniach przez wszystkie kulinarne przypadki.
Ponieważ nigdy jeszcze nie byłam w Tajlandii (cały czas jest to plan na kolejne zimowe wakacje) wszystkie moje wcześniejsze dania tajskie były swoistą inspiracją na podstawie licznych wizyt w lokalnych tajskich restauracjach, czy barach. Teraz zaopatrzona w dodatkową wiedzę postanowiłam trochę więcej poszaleć. Efektem tych szaleństw jest jedno z lepszych wydań tajskiego zielonego curry jakie udało mi się przyrządzić. Danie jest bardzo smaczne, ja osobiście nie robię go jakoś wyjątkowo pikantnie, gdyż moje dziecko nie przepada za bardzo ostrą kuchnią. Jeśli ktoś chce ostrzej, sugeruje dodać więcej pasty curry 🙂 Smacznego
Zielone curry z łososiem i zielonymi warzywami
Składniki (4-6 porcji):
- 1 duża łyżka zielonej pasty curry
- 1 opakowanie mleka kokosowego 400 g
- 1 łyżka cukru kokosowego
- 400 g łososia surowego
- 50 ml wody
- 1/2 cukini
- 3 łodygi selera naciowego
- 1/2 główki brokuła
- 4 liście kafiru
- 1 limonka
- 3 łyżki sosu rybnego
- pęczek kolędry
- 1 szklanka ryżu
- gwiazdka anyżu, kora cynamonu, do gotowania ryżu
- 2 łyżki oleju
- sól i pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
W garnku zagotować 3 szklanki wody, dodać małą łyżeczkę soli, wrzucić korę cynamonu oraz anyż, dosypać ryż i gotować około 15 minut, aż ryż wciągnie całą wodę. W międzyczasie pokroić łososia w grubą kostkę. Warzywa umyć, brokuła podzielić na małe gałązki, seler i cukinię pokroić na kawałki.
Na patelni podgrzać olej, dołożyć pastę curry i chwilę smażyć. Podlać wodą i dodać dwie łyżki mleka kokosowego. Zagotować, a następnie dodać cukier i sos rybny. Na patelnię wrzucić łososia i chwilę smażyć. Następnie dodać warzywa oraz liście kafiru i dusić pod przykryciem około 5 minut. Po tym czasie wlać resztę mleka kokosowego, zagotować, zmniejszyć gaz i gotować już bez przykrycia kolejne 5-7 minut, co jakiś czas mieszając. W międzyczasie pokroić kolendrę. Ugotowane curry doprawić sokiem z limonki, solą i pieprzem, a następnie posypać kolendrą. Podawać z ugotowanym z przyprawami ryżem jaśminowym. Smacznego 🙂
Pyszna tarta Ferrero Rocher – dla największych łasuchów
Jeżeli lubicie wyjątkowo słodkie smaki to ten przepis jest idealny dla Was. Mój mąż stwierdził, że tarta ta jest wyjątkowo wyrazista, a jej wyrazistość przejawia się w tym, że jest wyjątkowo słodka. I to prawda… Połączenie nutelli, markiz hit, karmelu i czekolady mlecznej daje obłędnie słodki smak. Ja jestem znana z tego, że jestem wyjątkowym łasuchem, w zasadzie nic nie jest dla mnie za słodkie, ale ten deser sprawił, że zaspokoiłam swoją chęć na słodycze na jakiś czas.
Ciekawa jest również geneza powstania tego ciasta… bo jest to wariacja na temat tortu Ferrero Rocher, który w ostatnim czasie przygotowywałam kilkakrotnie dla moich różnych znajomych. Jednak tort to trochę za dużo jak na poobiedni deser, a takie było przeznaczenie tego ciasta, więc powstała ta karmelowo-czekoladowa rozkosz smaków. Przygotowuje się ją dość szybko, nie licząc czasu na schłodzenie, a efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania. Serdecznie polecam spróbować, bo naprawdę warto, ale ostrzegam, ten smak uzależnia…
Tarta Ferrero Rocher
Składniki:
Na spód:
- 1 opakowanie markiz HIT 220g
- 100g masła
- 3 łyżki mielonych orzechów laskowych 50g
Na krem i wierzch ciasta:
- 1 opakowanie masy krówkowej o smaku tradycyjnym 460 g
- 1 opakowanie orzechów laskowych 200g
- 1 opakowanie mascarpone 250g
- 150 ml śmietany 36%
- 200 g nutelli
- 1 opakowanie śmietan-fix
- 1 opakowanie czekolady mlecznej 100 g
- 50 g masła
- kilka pralinek Ferrero Rocher do dekoracji
- siekane orzechy do dekoracji
Sposób przygotowania:
W pierwszej kolejności musimy uprażyć orzechy laskowe. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Na blaszkę wysypujemy orzechy laskowe i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10 minut. W trakcie prażenia dobrze jest kilkakrotnie przemieszać orzechy, aby się równomiernie uprażyły. Po 10 minutach wyjmujemy je z piekarnika, wysypujemy na czystą ściereczkę i pocieramy nimi o siebie, aby usunąć skórki. Oczyszczone ze skórek orzechy zsypujemy ze ściereczki na deskę do krojenia i siekamy, bądź wsypujemy do grubego woreczka foliowego i uderzamy w nie tłuczkiem do mięsa, aby się rozkruszyły. Tak przygotowane orzechy pozostawiamy do ostygnięcia.
Markizy Hit wyjmujemy z opakowania i wkładamy do malaksera miksując na proszek. Przekładamy do miski, dosypujemy mielone orzechy, a następnie w mikrofalówce rozpuszczamy masło. Wlewamy masło do masy z markiz i orzechów i mieszamy dokładnie do uzyskania jednolitej masy. Masę wykładamy na foremkę do tart (u mnie była to forma 25 cm) i ugniatamy łyżką, bądź ręką tak aby dokładnie wypełnić spód i rant foremki na ciasto. Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki na minimum 30 minut.
Po schłodzeniu wyjmujemy spód tarty z lodówki, wysypujemy na niego rozdrobnione orzechy, a następnie wykładamy opakowanie masy krówkowej. Wygładzamy powierzchnię wciskając krem dokładnie pomiędzy orzechy. Można też przełożyć krem wraz z rozdrobnionymi orzechami do miseczki, wymieszać i taką wymieszaną masę wyłożyć na spód tarty.
Kolejnym etapem jest przygotowanie kremu nutellowego. Do miski miksera wkładamy mascarpone, nutellę oraz śmietanę i śmietan-fix i miksujemy do uzyskania gęstego kremu. Krem wykładamy jako kolejna warstwa naszego ciasta i wyrównujemy wierzch. Czekoladę i masło wkładamy do miski i rozpuszczamy w mikrofalówce, bądź w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną czekoladą polewamy wierzch ciasta. Jeszcze płynne dekorujemy pralinkami i siekanymi orzechami. Smacznego!!!
Kokosowa jaglanka z musem i owocami
Pyszne śniadanie to zawsze dobry pomysł na idealny początek dnia. U nas w domu jemy na zmianę śniadania białkowo-tłuszczowe lub śniadania węglowodanowe. Jaglanka jest jednym z takich pysznych przykładów na zdrowe i pożywne śniadanie węglowodanowe.
Kasza jaglana to jedna z najzdrowszych kasz. Ponadto według medycyny chińskiej, kasza jaglana ma właściwości ocieplające tak potrzebne w obecnej aurze pogodowej. Dodatkowo zawiera mnóstwo witamin, ma właściwości odkwaszające organizm. Gdy dodamy do niej jeszcze pyszne, pełne witamin owoce otrzymamy idealny posiłek.
Ja swoją kaszę gotuję w mleku kokosowo-ryżowym. Świetnie smakuje również z mlekiem kokosowym, migdałowym, czy innym mlekiem roślinnym. Jeżeli jednak nie unikacie mleka krowiego można ją ugotować w tradycyjny sposób na mleku. Proporcje jakie używam to 1:3, czyli na jedną porcję kaszy daję trzy porcje płynu, a następnie gotuję ją 25 minut pod przykryciem na małym ogniu. Dzięki takiej proporcji i długości gotowania, kasza ma idealną dla mnie konsystencję. Smacznego!!!
Kokosowa jaglanka z musem z nektarynki i owocami
Składniki (na dwie porcje):
- 1/3 szklanki kaszy jaglanej
- 1 szklanka mleka
- 1 łyżka wiórków kokosowych
- 1 nektarynka
- 1/2 pomarańczy
- garść borówek
- 4-5 truskawek
- garść malin
- kilka liści mięty
Sposób przygotowania:
Kaszę płuczemy pod bieżącą wodą, wsypujemy do garnka, wlewamy mleko i dodajemy wiórki kokosowe. Stawiamy na kuchni, zagotowujemy, skręcamy mocno gaz i gotujemy pod przykryciem 25 minut, mieszając co jakiś czas. TIP: gdy zauważysz że płynu jest za mało można odrobinę dodać. W międzyczasie myjemy nektarynkę, kroimy ją na małe kawałki i wkładamy do blendera. Dodajemy sok wyciśnięty z 1/4 pomarańczy, oraz drugą ćwiartkę pokrojoną na małe kawałki. Blendujemy wszytko razem.
Ugotowaną kaszę wykładamy na miseczki, polewamy musem owocowym i posypujemy po wierzchu owocami i miętą.
Smacznego!!!
Ensaladilla Rusa, czyli moje wspomnienie hiszpańskich klimatów
Ensaladilla Rusa, czyli sałatka rosyjska to jedno z najbardziej typowych dań jakie zdarzyło mi się jeść będąc w Andaluzji. Wydaje mi się, że chyba nie trafiłam na żaden bar, czy restaurację, która nie miała by jej jako jednego z tradycyjnych tapa, bądź ration.
Sałatka ta, to takie hiszpańskie wydanie naszej klasycznej sałatki jarzynowej. W każdym domu jest inny przepis, każda restauracja, czy bar serwuję ją w inny sposób. Podstawowymi składnikami tej sałatki są ziemniaki, tuńczyk i cebula. Pozostałe dodatki zależą od tradycji lokalu, przepisu Pani domu, lub fantazji kucharza. Pamiętam jak pewnego razu dostałam jedną z najlepszych Ensaladilla Rusa, która podana była w formie musu. W pierwszej wersji myślałam, że to pokarm dla niemowląt, ale smak finalnie położył mnie na kolana. Było to jedno z największych zaskoczeń kulinarnych. Wciąż jeszcze pracuję nad tym jak uzyskać taką wersję, gdyż dotychczasowe próby wciąż odbiegają od ideału. Jak tylko mi się uda, na pewno przepis pojawi się tutaj. Najpierw jednak zaczniemy od wersji klasycznej. Poniżej kilka przykładów Ensaladilla Rusa z moich hiszpańskich wakacji. Zachęcam Was do wypróbowania tej sałatki. Mimo może nie największej urody (no ale nasza klasyczna jarzynowa, też do najpiękniejszych nie należy) smak ma wręcz urzekający.
Poniższy przepis jest tak jak pisałam, jedną z najprostszych wersji. Jeśli chcemy można go ubogacić gotowanym jajkiem, pieczoną paprykę marynowaną w oliwie, groszek zielony… wersja ostateczna zależy od naszej inwencji twórczej. Zapraszam do eksperymentowania. Smacznego!!!
Ensaladilla Rusa – przepis podstawowy
Składniki:
- 1 duże opakowanie tuńczyka w sosie własnym 400 g (można oczywiście również użyć tuńczyka w oleju)
- 6 ugotowanych ziemniaków
- 1 duża czerwona cebula
- 1 duża marchewka
- 3-4 łyżki majonezu
- sól i pieprz
Sposób przygotowania:
Otwieramy puszkę tuńczyka, odsączamy ją i wrzucamy zawartość do miski. W misce rozdrabniamy tuńczyka widelcem, a następnie dodajemy wszystkie pozostałe składniki. Ugotowane ziemniaki kroimy w drobną kostkę i wrzucamy do miski, dodajemy startą na grubych oczkach marchewkę. Siekamy drobniutko cebulę, dodajemy ją do miski. Doprawiamy solą i pieprzem według uznania, a następnie dodajemy majonez i wszystko dokładnie mieszamy. Gdy sałatka jest wymieszana próbujemy i sprawdzamy, czy nie trzeba dodać jeszcze odrobinę soli, bądź pieprzu. Ostatecznie doprawioną sałatkę wkładamy do lodówki, aby smaki się „przegryzły” na minimum 2 godziny. Smacznego!!!
Moja ulubiona sałatka do lunchboxa
Prawie codziennie zabieram ze sobą coś do zjedzenia w pracy. Najczęściej jest to obiad do podgrzania, ale jeśli uda mi się wygospodarować dodatkowy czas, aby przygotować coś oprócz obiadu, to są to najczęściej jakieś sałatki. Tak naprawdę to uwielbiam chyba wszystkie sałatki. Te klasyczne, powiedzmy „staromodne” z majonezem i warzywami, jak również te na bazie różnorakich sałat i ziół, które zawsze smakują mi latem i słońcem. Ostatnio jednak, zakochałam się wręcz w sałatkach z dodatkiem różnorakich kasz. Używam do sałatek kaszy jaglanej, gryczanej, pęczak, bulgur, a nawet ryżu. Gdy do takiej sałatki doda się jeszcze kawałek jakiegoś zdrowego mięska, to mamy zdrowy, pełnowartościowy posiłek, idealny na zabiegany dzień. Dodatkową zaletą takiej sałatki jest to, że gdy poleży trochę w lodówce to smaki idealnie się przechodzą i smakuje jeszcze lepiej, niż zaraz po przygotowaniu.
Sałatka, o której piszę dziś to połączenie grillowanego indyka, kaszy bulgur oraz warzyw. Do tego tylko jeden z najprostszych dresingów i idealne drugie śniadanie, lub lunch do pracy gotowy. Smacznego!
Sałatka z kaszą bulgur, indykiem i warzywami
Składniki:
- 250 g piersi z indyka
- 1 cukinia
- 2 łyżki oliwy z oliwek do grillowania indyka i warzyw
- 1 czerwona papryka
- 1 puszka kukurydzy 400g
- 1 duży por
- ok. 200 g czarnych oliwek
- 1 pęczek grubego szczypiorku
- 4 gałązki selera naciowego
- 1/2 szklanki kaszy bulgur (suchej, przed ugotowaniem)
- 5 łyżek oleju lnianego
- 2 łyżki octu jabłkowego
- 1 łyżeczka musztardy dijon
- 1-2 łyżki syropu klonowego
- 2 małe lub 1 duży ząbek czosnku
- 1 gałązka rozmarynu
- sól
- pieprz
Sposób przygotowania:
Kaszę bulgur płuczemy, i gotujemy w wodzie zgodnie z przepisem na opakowaniu. Po ugotowaniu odcedzamy i odstawiamy do czasu, aż będziemy dodawać ją do sałatki. Indyka myjemy, oczyszczamy z błonek i kroimy na plastry grubości 0,7-1 cm. Pokrojonego indyka solimy i pieprzymy z obu stron. Rozgrzewamy patelnię grillową, smarujemy ją delikatnie oliwą z oliwek. Na rozgrzaną patelnię wkładamy pokrojonego i doprawionego indyka i smażymy około 5 minut z każdej strony. Ostatecznie indyk powinien mieć charakterystyczne paski od patelni grillowej i być upieczony w środku. Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy jest już dobry, można zdjąć go z patelni i przekroić na pół, aby sprawdzić czy jest już dobry. Gdyby się okazało, że jeszcze jest różowy w środku można go jeszcze wrzucić na patelnię na 2-3 minuty. W międzyczasie kroimy cukinię na plasterki grubości 0,3-0,5 cm. Gdy zdejmiemy z patelni indyka układamy cukinię i również grillujemy około 5 minut z każdej strony. Ugrilowaną cukinie i indyka kroimy na mniejsze kawałki. Indyka można pokroić w poprzek pasków od patelni, wówczas ładniej wygląda. Cukinię kroimy w ćwiartki. Pozostałe warzywa drobno kroimy, por i seler naciowy w plasterki, szczypiorek siekamy, paprykę kroimy w kostkę. Wrzucamy do miski indyka, pora, seler naciowy, szczypiorek, paprykę, odsączoną z wody kukurydzę, oliwki, grillowaną cukinię i kasze bulgur. Wszystko mieszamy.
Do blendera wlewamy olej lniany, ocet, syrop klonowy. Dodajemy musztardę, obrany i pokrojony w plasterki czosnek oraz listki z gałązki rozmarynu. Wszystko blendujemy, aż uzyskamy konsystencje jednolitej emulsji. Wlewamy tak przygotowany dresing do naszych warzyw z kasza i indykiem, doprawiamy solą i pieprzem, a następnie dokładnie mieszamy. Sałatka jest gotowa, można ją zjeść natychmiast, lub zaczekać aż się lekko przegryzie.
Smacznego!!!
Łosoś pieczony z salsą z mango i awokado
Wiele czasu upłynęło zanim moja młodsza córka zaczęła jeść ryby w wersji oficjalnej. Niestety, jak większość dzieci, nie chciała jeść żadnych ryb, chyba że paluszki, takie jak w przedszkolu, czy później w szkole… No cóż, na hasło „paluszki rybne” mam lekkie dreszcze. Osobiście nie lubię żadnych gotowców, ale zmielone ryby, uformowane w patyki, otoczone niewiadomego pochodzenia bułką tartą, zawsze były dla mnie zniechęcające. Przemycałam więc ryby w najróżniejszych postaciach: pulpeciki w sosie, curry z rybą, różne gulasze i klasyczne panierowane „kotlety”. Najczęściej się udawało. W końcu któregoś dnia na prośbę starszej córki, która dla odmiany, ryby pochłania w ilościach trudnych do wyobrażenia, zrobiłam najprostszego w świecie pieczonego łososia. Do tego salsa z mango i awokado oraz frytki z batatów. I to był strzał w dziesiątkę. Zwykle przygotowuje obiad na dwa dni, tak też było i tym razem. Niestety, albo stety, na drugi dzień nic nie zostało. Julia zachwycona zapachem i salsą z mango postanowiła łososia spróbować i w efekcie spałaszowała prawie wszystko. Od tamtej chwili łosoś przygotowany ten sposób pojawia się u nas regularnie. Czasem z frytkami, czasem z ryżem, ale niezmiennie, wg Julii jest przepyszny :-).
Dodatkową jego zaletą jest to, iż można go bardzo szybko przygotować. Piecze się 25 minut, a w czasie pieczenia, gotujemy ryż i przygotowujemy salsę. Krótko mówiąc, mamy smaczny, zdrowy obiad w troszkę więcej niż 30 minut. Zapraszam więc do przepisu… Smacznego!
Pieczony łosoś z salsą z mango i awokado
Składniki (u mnie dla 4 osób):
- 600 g filetu z surowego łososia
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 łyżka sosu teriyaki
- 3 łyżka syropu klonowego
- sól i pieprz czarny
- 1 cytryna
- 1 dojrzałe mango
- 1 dojrzałe awokado
- 1 papryczka chilli
- 1 pęczek natki pietruszki lub kolędry
- 2 torebki ryżu jaśminowego po 100 g
Przygotowanie:
Nastawiamy piekarnik na 180 stopni, góra-dół, bez termoobiegu. Myjemy łososia, osuszamy go ręcznikiem papierowym i kroimy na porcje. Bierzemy naczynie żaroodporne, w którym zmieścimy wszystkie kawałki łososia i smarujemy jego dno oliwą z oliwek. Układamy kawałki łososia, skórą do dołu, w naczyniu. Proces doprawiania łososia ja zaczynam zawsze od składników mokrych, czyli rozsmarowuję na powierzchni sos teriyaki, później lekko skrapiam 1 łyżką syropu klonowego (reszta syropu jest do salsy), a następnie wyciskam na łososia sok z 1/2 cytryny. Kończę doprawianie posypując łososia solą i pieprzem, według uznania. Tak przygotowanego łososia wkładam do nagrzanego piekarnika na 25 minut.
Gdy łosoś wyląduje w piekarniku, wstawiam wodę i gotuję ryż zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W międzyczasie kroję drobno mango, awokado oraz chilli. Wsypuję wszystko do miski i doprawiam 2 łyżkami syropu klonowego, oraz sokiem z drugiej połówki cytryny. Dodaję sól i pieprz, ale w miarę oszczędnie, siekam drobno natkę, dodaję ją do sałatki, mieszam i gotowe. Gdy łosoś już się upiecze, a ryż ugotuje, wykładam wszystko na talerze i smacznego!!!
Szybkie ciasto czekoladowe z truskawkami
To ciasto jest moim tzw. kołem ratunkowym, gdy mam nieplanowanych gości, spontaniczne wyjście, czy inną tego typu sytuacje. Przygotowuje się je ekspresowo, smakuje wszystkim, nawet tym na diecie, zwłaszcza gdy doda się jeszcze, że jest bezglutenowe, na modnym ostatnio cukrze kokosowym. Ciasto jest wilgotne, delikatne i BARDZO dobre. Dodatkowo ma dwie bardzo ważne z mojego punktu widzenia zalety. Po pierwsze, jest naprawdę wyjątkowo proste, po drugie, przygotowuje się je 15 minut, plus czas pieczenia 25 minut. Czyli w niecałą godzinę mamy ciasto, które zachwyci, moim zdaniem, każdego. Serdecznie polecam!
Ciasto czekoladowe z truskawkami
Składniki:
- 2 tabliczki 200 g czekolady gorzkiej
- 100 g oleju kokosowego
- 6 jajek
- 100 g cukru kokosowego
- 100 g migdałów mielonych
- kilka truskawek
Sposób przygotowania:
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, góra-dół, bez termoobiegu. Małą blaszkę (25 x 20 cm lub podobnej wielkości) smarujemy olejem kokosowym i wykładamy papierem do pieczenia. Czekoladę łamiemy na kawałki, wkładamy do małego garnka, dodajemy olej kokosowy i zawieszamy na drugim większym garnku z wodą. UWAGA: zdecydowanie najlepiej jest gdy woda w dolnym garnku nie dotyka do dna mniejszego garnka w którym jest czekolada. Garnki stawiamy na ogniu i rozpuszczamy czekoladę z olejem, gotując na parze.
Do miski miksera wbijamy jajka, dodajemy cukier kokosowy i ubijamy mikserem na wysokich obrotach. Gdy czekolada się rozpuści, a jajka są dokładnie roztrzepane z cukrem, dodajemy do jajek cały czas mieszając rozpuszczoną czekoladę. Mieszamy dokładnie, a następnie dodajemy mielone migdały. Ponownie mieszamy, do uzyskania w miarę jednolitej konsystencji. Wylewamy ciasto na blaszkę.
Truskawki kroimy na plasterki i układamy na cieście według własnego upodobania. Ja ułożyłam jedną za drugą, dość głęboko je wbijając w ciasto, dzięki czemu po przekrojeniu w środku również pojawia się truskawka. Ciasto wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 25 minut. Po upieczeniu można ciasto ostudzić i jeść na zimno. U nas niestety raczej nigdy nie ma szansy na ostygnięcie i znika jeszcze ciepłe.
Smacznego!!!
Najprostsze krewetki
Różnorakie owoce morza to dania, które mnie bardzo interesują. Przy prawie każdej okazji staram się spróbować, jak inni przygotowują krewetki, ośmiornice, czy inne potrawy. Zawsze jest to dla mnie bardzo interesujące doświadczenie.
Najlepsze krewetki jadłam cztery lata temu w klimatycznej knajpce La Stiva w Rzymie. Prowadził ją uroczy, starszy Włoch i podawał tak niesamowite jedzenie, że mimo iż przez cały dzień zwiedzania trafialiśmy w różne „smaczne” miejsca i tak co wieczór lądowaliśmy na kolacji u niego. Po powrocie długo pracowałam nad otworzeniem tego smaku i w końcu się udało. Teraz to danie gości u nas dość często i wszyscy je uwielbiamy.
Wiem, że dla wielu osób zrobienie krewetek to wyczyn, ale wierzcie mi, że jest to banalnie proste. Ja najczęściej kupuje krewetki mrożone (ostatnio bardzo często można je dostać w Lidlu), wrzucam je do miski z wodą i rozmrażam. Gdy się rozmrożą, myję je dokładnie i każdą po kolei obieram, te z Lidla nie mają już główek. Jeśli macie krewetki z główkami to trzeba je oderwać, następnie zdjąć pancerz i zostawiając tylko jeden ostatni segment i ogonek. Naciąć lekko wzdłuż i wyciągnąć jelito. Nie wykonanie tego spowoduje, że nasze krewetki będą po prostu niesmaczne. Tak obrane krewetki osuszamy papierowym ręcznikiem i już są gotowe do przygotowania przepysznego dania.
Krewetki z czosnkiem i papryką
Składniki:
- 1 opakowanie 450 g krewetek (u mnie były to krewetki argentyńskie z Lidla)
- 4 ząbki czosnku
- 1 papryczka chilli
- 150 ml białego wina
- 100 g masła klarowanego
- pęczek natki pietruszki
- sok z 1/2 cytryny
- sól i pieprz do smaku
- bagietka do podania
Sposób przygotowania:
Krewetki myjemy, obieramy i czyścimy. Kroimy czosnek na drobne plasterki, papryczkę chilli na drobną kostkę. Natkę pietruszki siekamy drobno. Na patelni rozpuszczamy trochę więcej niż połowę masła klarowanego. Na rozpuszczone masło wrzucamy czosnek i papryczkę chilli, chwilę smażymy. Dodajemy do masła z czosnkiem i papryką krewetki, układając je płasko na patelni, a następnie smażymy około 3-5 minut, po tym czasie przewracamy na druga stronę i smażymy kolejne 3-5 minut. Podkręcamy ogień na maksymalną moc i wlewamy wino, chwilę gotujemy, aby trochę odparowało, skręcamy ogień, dodajemy resztę masła klarowanego, sok z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy jeszcze dosłownie chwilę, posypujemy natką pietruszki i gotowe 🙂
Smacznego!!!
Zupa „prawie” tajska – czyli trochę słońca w deszczowy dzień
Nigdy jeszcze nie byłam w Tajlandii, ale tajskie smaki są mi bardzo bliskie. Uwielbiam wszelkiego rodzaju potrawy typu curry, nutkę mleczka kokosowego w daniu, nawet w naszej tradycyjnej pomidorowej, czy niesamowite smaki imbiru, kolendry i trawy cytrynowej. Pasty curry od kilku lat zagościły na stałe w mojej kuchni. Doprawiam nimi mięsa, czy warzywa, a krewetki smażone w zielonej paście curry są jednym z moich ulubionych dań a’la tajskich. Piszę a’la bo nie jestem znawcą tej kuchni. Wszelkie przepisy są moją wariacją na temat, ale wydaje mi się, że o to w kuchni chodzi. Nie musisz być znawcą, wykształconym, wszechwiedzącym kucharzem, po prostu improwizuj. Znane smaki z restauracji, czy Street Foodów niech będą twoją inspiracją, wówczas gotowanie staje się zabawą, a w kuchni powstaną nowe smaki.
Takim smakiem jest właśnie ta zupa. Pożywna i smaczna, mięso z indyka, warzywa, zielona pasta curry i mleczko kokosowe dają według mnie genialne połączenie smaków. Gotuje się szybko, dobrze się przechowuje w lodówce, więc może być to danie na dwa dni. Ja uwielbiam taką zupę zwłaszcza zimą, gdyż pikantne smaki idealnie rozgrzewają organizm, a kolory w zupie przywodzą na myśl słoneczne, letnie dni. Ugotujcie więc sobie trochę lata w tą smutną, deszczową zimę tego roku, smacznego 🙂
Tajska zupa z warzywami i indykiem
Składniki:
- 400 g fileta z piersi indyka,
- 1 cm imbiru
- 1 papryczka chilli
- 1 limonka
- 1 ząbek czosnku
- 1-2 łyżeczka pasty curry
- 1 łyżka oleju kokosowego
- 50 g makaronu ryżowego
- 1 por
- 1 czerwona papryka
- 1 brokuł
- 250 g drobnych pieczarek
- 1 opakowanie 400 g mleczka kokosowego
- 1 l bulionu drobiowego
- 1 pęczek kolendry
- sól, pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
W moździerzu rozetrzeć czosnek z 1/2 łyżeczki soli, dodać drobno pokrojoną papryczkę chilli, skórkę startą z limonki, imbir starty na tarce o drobnych oczkach i wszystko dokładnie rozetrzeć. Dodać pastę curry (1 łyżeczkę jeżeli wolimy łagodniejsze smaki) i sok wyciśnięty z limonki. Pierś z indyka umyć, oczyścić z błonek, jeśli są i pokroić na drobną kostkę. Wymieszać pokrojone mięso z przygotowaną w moździerzu marynatą i odstawić na minimum 30 minut do lodówki.
W międzyczasie pokroić drobno pora, paprykę pokroić w kostkę, a pieczarki umyć. Jeżeli są drobne można je zostawić w całości, jeżeli większe kroimy je na połówki, bądź ćwiartki. Brokuła myjemy i rozdzielamy na drobniejsze różyczki, jeśli potrzeba duże kawałki kroimy na mniejsze. Drobno siekamy kolendrę. Makaron łamiemy na mniejsze kawałki i wrzucamy do garnka. Zalewamy zimną wodą i odstawiamy na minimum 10 minut.
W garnku rozpuszczamy olej kokosowy. Na rozgrzany olej wrzucamy indyka wraz z marynatą i podsmażamy. UWAGA: pryska 🙂 Do podsmażonego indyka wrzucamy pokrojonego pora i dalej podsmażamy. Gdy indyk i por są już uduszone, dodajemy paprykę, i dalej dusimy około 5 minut. Wlewamy bulion i gotujemy wszystko. TIP: Ja zwykle używam ugotowanego i zamrożonego w mniejszych pojemnikach bulionu, ale można również wykorzystać zwykłą kostkę rosołową drobiową, zwykle jedną kostkę rozpuszcza się w 0,5 l wody, więc należy użyć 3 kostek i 1,5 l wody. Do gotującej się zupy dodajemy pokrojone brokuły i pieczarki i gotujemy około 10 minut. Po tym czasie dodajemy odcedzony makaron, gotujemy 5 minut, a następnie wlewamy mleczko kokosowe. Wszystko mieszamy i gotujemy kolejne 5-7 minut. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku i posypujemy kolendrą.
Smacznego!!!

















































































