Nadszedł ten czas, gdy z jednej strony przyroda zachwyca nas niesamowitą ilością barw dookoła, piękne kolorowe drzewa widzimy na każdym kroku i nic, tylko podziwiać. Ale z drugiej strony, pogoda…
Złotą polską jesień akceptuje w całości, bez wyjątku i w każdej odsłonie, ale tą deszczową, pochmurną i zimno-mokrą, proszę aby ktoś wygumkował 🙂 Ja protestuje i zupełnie nie chcę takiego klimatu… Powinnam się urodzić w zdecydowanie cieplejszym klimacie, dlatego pewnie tak tęskno mi wciąż, a zwłaszcza w jesienno-zimowe dni, do mojej kochanej Hiszpanii. No ale dość narzekania, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, jak mawiała moja kochana babcia Julcia 🙂
No więc akceptuje aurę pogodową jaka jest i codziennie rano w duchu modlę się, aby podczas porannego spaceru z kijkami nie padało. Bo mnie się może nie chcieć iść, ja mogę mieć gorszy dzień, ale Hugo (moje białe, czworonożne szczęście) iść musi. I powiem Wam, że oprócz mojej towarzyszki spacerów, on jest drugim bodźcem do tego, żeby o tej zabójczej 5 rano chciało mi się zwlec z łóżka. Więc wstaje maszeruje i zaczynam dzień z uśmiechem 🙂
A potem jest już tylko lepiej 😉 ale do meritum, bo trochę się wlecze ten mój dzisiejszy wywód. A miało być o tym, że jesienią zdecydowanie powinniśmy otaczać się rozgrzewającymi daniami. Mimo, że w ciągu miesięcy wiosenno-letnich, chętnie sięgam po lekki sałatki i zimne dania, to jednak obecnie zdecydowanie bliżej mi do ciepłych, zawiesistych i silnie doprawionych dań. Dlatego kumin, chili czy gałka muszkatołowa, to moje ulubione przyprawy o tej porze roku. Z tymi przyprawami jest też dzisiejsze danie, które jest na wskroś jesienne… Dziś przedstawiam Wam zupę dyniową, kremową, zawiesistą, lekko pikantną i mocno korzenną w smaku. Kto chętny?
Zapraszam do przepisu.
Zupa-krem z dyni z mleczkiem kokosowym
Składniki:
- 2 dynie hokkaido
- 3 cm kawałek imbiru
- 1 cebulka dymka
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki kuminu
- 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
- 2 suszone papryczki chili, lub 1/4 łyżeczki mielonego chilli
- 250 ml soku wyciskanego z pomarańczy
- 750 ml bulionu warzywnego lub drobiowego
- sól
- pieprz
- 1 puszka 400 ml mleczka kokosowego
- oliwa z oliwek
- pestki dyni
Sposób przygotowania:
Dynię myjemy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy w mniejsze kawałki, układamy na blaszce do pieczenia, spryskujemy lekko oliwą z oliwek i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około godzinę.
Cebulkę i imbir drobno kroimy. Z pomarańczy wyciskamy sok. W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulkę. Chwilę podsmażamy i dodajemy krojony drobno imbir. Upieczoną dynię dodajemy do cebulki z imbirem i chwilę podsmażamy. Następnie zalewamy sokiem pomarańczowym, dodajemy cynamon, kumin, gałkę muszkatołową, chili, przykrywamy przykrywką i dusimy około 10 minut.
Po tym czasie dodajemy bulion, zagotowujemy i blendujemy. W ostatnim etapie dodajemy do zblendowanej zupy dodajemy mleczko kokosowe, zagotowujemy i gotowe! Zupę podajemy posypaną prażonymi pestkami dyni i skropioną oliwą z oliwek.
Smacznego!!!
Wspomnienie węgierskich wakacji — Langosz
Każdy, kto mnie zna, ten wie, że tak wielką miłością, jaka we mnie jest do gotowania, jest również do podróży. Na podróże potrafię wydać ostatnie pieniądze. Na wyjazd jestem w stanie spakować się w 5 minut (sprawdzone info ;-)) i rzucić wszystko nie zastanawiając się za bardzo nad tym co dalej…
Skąd mi się to wzięło? Nie mam zielonego pojęcia. Jako dziecko nie podróżowałam za wiele. Większość moich wakacji spędzałam na koloniach lub obozach, najczęściej w okolicznych miejscowościach.
Moje pierwsze samodzielne podróże zaczęły się w momencie wchodzenia w dorosłość i samodzielność. No i od tamtego czasu, wpadłam jak „śliwka w kompot”.
W normalnych warunkach (nie mówię o czasie pandemii) krótsze lub dłuższe zagraniczne wypady trafiały mi się 3-4 razy do roku. Do tego weekendowe wyjazdy po Polsce, powodowały, że większość czasu byłam w podróży i to był wspaniały czas. Niestety ostatni rok nie był aż tak łaskawy. Wprawdzie zaliczyłam kilka wyjazdów zagranicznych, kilka lokalnych, ale wciąż czuje niedosyt i mam nadzieję wkrótce to zmienić… Prawda jest też taka, że największym moim marzeniem jest roczna podróż kamperem po świecie, z gotowaniem lokalnych potraw, smakowaniem miejsc, w których będę. Głęboko wierzę, że mi się to kiedyś uda. Na razie muszę jeszcze chwilę na to poczekać, a w międzyczasie gotuje te lokalne smaki w domu.
Mam taką tradycję, że z każdego zagranicznego wyjazdu przywożę sobie przynajmniej jedną książkę kucharską. W efekcie coraz mniej miejsca na półce i coraz więcej przepisów do wypróbowania oraz smaków do odtworzenia. Takim smakiem do odtworzenia jest langosz, nasze wspomnienie weekendu w Budapeszcie. Spędzaliśmy go tam całą rodziną i langosz był naszym ulubionym street foodem. Polecam go serdecznie do samodzielnego przygotowania w domu. Smakuje bardzo dobrze, a w smaku lekko przypomina nasze rodzime placki ziemniaczane.
Langosz
Składniki:
- 200 ml mleka
- 20 g drożdży świeżych
- 1 łyżeczka cukru
- 400 g mąki pszennej
- 250 g gotowanych zimnych ziemniaków,
- 1 łyżeczka soli
- 400-600 ml oleju do smażenia
- 2 ząbki czosnku
- odrobina oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:
Ziemniaki obieramy ze skórki, gotujemy w osolonej wodzie. Ugotowane odcedzamy, studzimy, przeciskamy przez praskę lub mielimy w maszynce do mięsa.
W międzyczasie przygotowujemy zaczyn. Drożdże zasypujemy łyżeczką cukru i odstawiamy na chwilę, aż się lekko rozpuszczą, dodajemy mąkę i mleko, a następnie dokładnie mieszamy. Odstawiamy na 15 minut, aby lekko urósł i się spienił.
Do miski miksera przesiewamy mąkę, dodajemy sól, ugotowane ziemniaki oraz zaczyn i wyrabiamy hakiem do ciasta drożdżowego około 10-15 minut. Ciasto musi być gładkie i sprężyste. Ostawiamy w ciepłe miejsce na około 1 godzinę.
Po tym czasie przekładamy na stolnicę, lekko zagniatamy i formujemy kulki-placki (8-10 sztuk). Odstawiamy na kolejne 10 minut, a w tym czasie rozgrzewamy olej na głębokiej patelni. Każdy z placków smażymy z osobna po około 2 minuty z każdej strony w gorącym oleju.
W międzyczasie do oliwy z oliwek wciskamy obrane ząbki czosnku i dokładnie mieszamy. Taką oliwą z czosnkiem smarujemy cieniutko każdy z langoszy.
Ja podaje je z kwaśną śmietaną i serem, ale smakują super z cukrem, gulaszem, salsą pomidorową…
Smacznego!!!
Kwintesencja lata – jagodowe tiramisu
Jeśli mowa o letnich smakach, to dla mnie są to zawsze jagody. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale z dzieciństwa pamiętam spacery po lesie, gdy usta i dłonie całe umorusane były na niebiesko, od jagód znalezionych na krzakach…
Teraz taka sytuacja jest prawie nie do pomyślenia, bo przecież jagody rosnące w lesie są brudne, są na nich bakterie, odchody zwierząt (fujjj), ale kiedyś to było zupełnie co innego. Nikt się tym nie przejmował, a smak jagód ogrzanych słońcem bezpośrednio z krzaczka w lesie to zdecydowanie „mój smak dzieciństwa”.
Teraz, mimo że mieszkam w lesie, nie ma wokół nas jagodowych krzaków, a jagody od zawsze kupuje od zaprzyjaźnionej pani na lokalnym bazarku. Smak prawie ten sam, więc letnie weekendy obowiązkowo stoją pod hasłem „jagodowe dni”. W zeszły weekend smakowaliśmy jagodzianki, teraz pora na jagodowe tiramisu. Można powiedzieć, że to taka lekka wariacja na temat tego włoskiego deseru. Od zawsze robię go „po mojemu” z dodatkową porcją bitej śmietany, a ostatnio jeszcze z gniecionymi ciasteczkami amaretti.
Dla mnie to deser idealny, a niedzielna kawa na tarasie, w słońcu i z kawałkiem takiego tiramisu, to jest po prostu bajkowy czas…
Jagodowe tiramisu
Składniki:
- 5 żółtek
- 5 łyżek brązowego cukru
- 500 g mascarpone
- 500 g śmietany 36%
- 1 łyżeczka esencji migdałowej
- 5 łyżek cukru pudru
- 1 opakowanie śmietan-fix
- 1/2 l jagód
- 1 duże opakowanie biszkoptów
- 150 ml mocnej kawy espresso
- 50 ml amaretto
- 2 łyżki brązowego cukru
- 2 łyżki gorzkiego kakao
- 100 g pokruszonych ciasteczek amaretti
Sposób przygotowania:
Zaparzamy mocną kawę espresso, studzimy. Do ostudzonej kawy dodajemy cukier i amaretto, mieszamy dokładnie i przelewamy do miski, w której będzie nam wygodnie maczać biszkopty. Jagody myjemy, osuszamy na papierowym ręczniku.
Do misy miksera wbijamy żółtka, dodajemy 5 łyżek brązowego cukru, oraz esencję migdałową i ubijamy około 10-15 minut, do czasu uzyskania bardzo puszystej, piankowej masy. Zmniejszamy prędkość miksera do minimum i dodajemy stopniowo w trzech porcjach mascarpone. Za każdym razem mieszamy do połączenia składników.
W drugiej misce ubijamy śmietanę 36% wraz z cukrem pudrem na puszystą pianę. Pod koniec ubijania śmietany dodajemy śmietan-fix. Ubitą śmietanę dodajemy do masy jajecznej z serkiem mascarpone i mieszamy dokładnie na małych obrotach miksera do uzyskania gładkiej konsystencji.
Kolejnym krokiem jest ułożenie biszkoptów w formie. Każdy z nich maczamy w kawie z amaretto, a następnie układamy jeden obok drugiego na spodzie foremki. Wierzch biszkoptów posypujemy rozkruszoną połową ciasteczek amaretti. Następnie wykładamy około 1/2 porcji kremu. Rozprowadzamy warstwę kremu równomiernie na całej powierzchni biszkoptów. Następnie rozsypujemy część jagód, zostawiając trochę więcej na górę ciasta i przechodzimy do układania kolejnej warstwy moczonych w kawie biszkoptów. Na biszkopty wysypujemy resztę pokruszonych amaretti, wykładamy resztę kremu, wyrównujemy wierzch. Posypujemy gorzkim kakao i rozsypujemy resztę jagód. Górę możemy udekorować listkami mięty.
Ciasto wkładamy do lodówki na minimum 2-3 godziny, a najlepiej na całą noc. Ciasto najlepiej smakuje dobrze schłodzone.
Smacznego!!!









Jajka w pomidorach ze szpinakiem, szybie, zdrowe śniadanie w 15 minut.
Witam wszystkich po drugiej przerwie. W zeszłym tygodniu wróciliśmy w końcu z naszych długich hiszpańskich #workation. Czas spędzony w Hiszpanii to zawsze okres niesamowitych kulinarnych inspiracji. Możecie się wiec sporo hiszpańskich klimatów spodziewać tutaj. Tym bardziej, że jak zwykle z wyjazdu przywiozłam kolejne książki kucharskie, tym razem moich dwóch ulubionych hiszpańskich regionów…
A dziś po porannym rozruchu pierwsza kulinarna inspiracja w tym tygodniu. I pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tym rozruchem. A chodzi o poranne spacerowanie z kijami. Od ponad pół roku, każdy dzień za wyjątkiem niedzieli zaczynam tak samo. Pobudka o 5:00 (tak, wiem dla wielu osób to godzina wręcz zabójcza, ale ja się przyzwyczaiłam i o dziwo jest mi z tym BARDZO, BARDZO dobrze), później obowiązkowa woda z imbirem i cytryną, 10 minut medytacji, chwila planowania dnia, taki czas dla mnie. I o 6:00 rano, wraz z moją sąsiadką (partner w tej porannej zbrodni jest niezbędny) maszerujemy, uprawiając nordic walking. Nie sądziłam, że tego typu sport będzie mi sprawiał tyle radości, ale jest super 🙂 więc tak sobie spacerujemy 6-7 km, czasem nawet więcej, wszystko zależy od tego ile mamy czasu.
Po „kijach” wracam do domu, szybki prysznic i śniadanie. Dziś miała być frittata, ale ponieważ w lodówce czekał nie pierwszej świeżości szpinak, a ja bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, więc trzeba było coś na szybko z nim ogarnąć. W efekcie powstało całkiem pyszne i zdrowe śniadanie, polecam spróbować.
EKSPRESOWE JAJKA W POMIDORACH ZE SZPINAKIEM
Składniki:
- 1 puszka pomidorów krojonych
- 200 g świeżego szpinaku
- 2 ząbki czosnku
- 5 jajek
- szczypiorek
- sól
- pieprz
- 1/2 łyżeczki kuminu rzymskiego
- szczypta cukru
- 1/2 łyżeczki masła klarowanego
Sposób wykonania:
Na patelni rozgrzewamy masło i dodajemy pokrojony w plasterki czosnek. Po chwili dodajemy umyty szpinak, mieszany i dolewamy krojone pomidory. Całość gotujemy, a gdy zaczyna wrzeć, doprawiamy solą, cukrem, pieprzem i kuminem. Do gorących pomidorów wbijamy jajka, wcześniej robiąc wgłębienie w sosie. Przykrywamy przykrywką i dusimy około 3-5 minut. Uduszone jajka przekładamy na talerz, posypujemy szczypiorkiem i zjadamy ze smakiem 😍🍳😍
Smacznego!
Czekoladowe prawie nic ;-), czyli przepis na obłędne czekoladowe ciastka.
Dawno nic się tu nie pojawiało, a ja szukałam sobie wymówek czemu nie piszę… bo to właśnie tak wygląda. Telefon pęka w szwach od ilości zdjęć jedzenia, każdy wolny weekend, wieczór, obfitują w kolejne przepisy i nowości w naszej domowej kuchni, a na blogu? Na blogu posucha… Tłumaczę sobie, że blog to hobby, coś co robię dla fanu, dla zabawy, dla rozrywki, tylko po co? Zawsze wydawało mi się, że gotuję, po to żeby było smacznie, a piszę aby ktoś inny mógł z tych smaków skorzystać. Jak nie piszę to efekt jest prosty, moi bliscy korzystają, ale inni chętni już nie… więc zmieniamy (po raz kolejny) działanie i postaram się podrzucać tu nowe przepisy, wraz z kilkoma zdaniami co u mnie 🙂
Dziś, po instagramowo-facebookowej ankiecie wynika, że pojawia się tu coś słodkiego. Zastanawiałam się co wybrać, bo „słodziuśkie” jak to mówi moja sąsiadka, zawsze u nas jest, a ostatnio królują bezy, beziki, rolady… ale na przekór idziemy w czekoladę. Kiedy jeszcze nie było pandemii lubiłam spędzać czas w lokalnych kawiarniach na „małej czarnej”. Moim idealnym dopełnieniem było małe ciastko czekoladowe, taki bezkształtny placek, który otulał ślinianki przyjemnym smakiem roztopionego szczęścia. W czasie lockdownu niestety trzeba było sobie radzić inaczej, wiec… Przetestowałam chyba z 20 różnych przepisów, które w efekcie wyewoluowały do mojej ostatecznej wersji. Ciastka są ekspresowe, może lekko niewyględne, ale za to obłędnie pyszne i wierzcie mi słowo „obłędnie” nie jest tu użyte na wyrost. Moim zdaniem te ciastka to po prostu boskie połączenie orzechów, czekolady, smaku, idealny balans i rozkosz dla podniebienia.
Ciastka czekoladowe
Składniki:
- 2 jajka
- 1 szklanka cukru trzcinowego
- 200 g czekolady mlecznej lub gorzkiej
- 100 g masła
- 150 g mąki
- 50 g gorzkiego kakao
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 100 g kropelek czekoladowych lub siekanej czekolady gorzkiej
- 100 g orzechów włoskich lub pekan
Sposób przygotowania:
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, góra dół, bez termoobiegu. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę z masłem. W międzyczasie ubijamy jajka z cukrem, tak długo aby cukier się rozpuścił a masa znacznie zwiększyła swoją objętość. W osobnej misce mieszamy suche składniki, czyli mąkę, kakao, proszek do pieczenia. Do ubitej masy jajecznej dodajemy rozpuszczoną z masłem czekoladę i dokładnie mieszamy.
W kolejnym kroku do masy, teraz już jajeczno-czekoladowej dodajemy składniki suche i mieszamy dokładnie. Orzechy lekko podprażamy na patelni, a następnie drobno siekamy nożem.
Dodajemy do ciasta orzechy i kropelki czekoladowe, mieszamy łopatką lub mikserem aby uzyskać w miarę jednolite rozprowadzenie tych dodatków w masie.
Z masy lepimy małe kulki wielkości 3-4 cm i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika. Po upieczeniu wyjmujemy, studzimy (oczywiście jeśli zdążymy, bo u nas często znikają, zanim dokładnie wystygną :-)) i smacznego!!!

Muffiny jajeczne – czyli bajecznie proste śniadanie…
Dawno mnie tu nie było, a w związku z tym, że sytuacja zewnętrzna nas nie rozpieszcza, ogrom stresu, nerwów i obaw jest przeogromny postanowiłam znów z większą intensywnością dzielić się z Wami tym, co mnie niesamowicie relaksuje… I wiem, że wiele osób wcale nie uważa czynności gotowania za relaksującą, ale musicie mi uwierzyć na słowo, mnie zdecydowanie relaksuje.
Z drugiej jednak strony, ostatnio bardzo, bardzo, dużo pracuję zawodowo, a ta praca jak większość wie, niewiele ma wspólnego z gotowaniem, więc w rezultacie czasu na gotowanie pozostaje w tygodniu zdecydowanie mniej. Jakiś czas temu opracowałam taki schemat, że piątek był dniem zakupowym. Przed pracą załatwiałam wszystko, co planowałam potrzebować na weekendowe gotowanie, dzięki czemu relaks zaczynaliśmy już od sobotniego śniadania, a czasem nawet, jeśli czas pozwolił od jakieś odświętnej kolacji w piątek. Taki wiecie, prawie romantyczny klimat, ja z mężem, córka, druga z narzeczonym na facetimie, świece i pyszne jedzenie… Dzięki takiemu rozplanowaniu do gotowania przystępowałam zawsze najpóźniej w sobotni poranek i gotowałam, gotowałam, gotowałam…
Efektem takich weekendowych kulinarnych ekscesów zwykle były ugotowane i zamrożone, lub zawekowane obiady na cały tydzień (dzięki temu mocno zredukowaliśmy jedzenie na wynos 🙂 ), ze dwa ciasta, pasty do pieczywa, jakiś domowy chleb lub bułeczki, przekąski. Skutek uboczny, naładowane akumulatory pozytywną energią i zaliczony kolejny sezon serialu na Netflix, bo zwykle w trakcie gotowania jednym okiem zerkam w telewizor :-). W poniedziałek bez ociągania można rozpocząć kolejny tydzień z werwą i ochotą, tak po prostu.
Podsumowując, czas kiedy mnie tu nie było, nie był czasem bez gotowania, bo to jest jakoś tak nieodłącznie ze mną związane, ale był zdecydowanie czasem, w którym się nie dzieliłam z Wami moim gotowaniem… Może czas to zmienić? Postaram się 🙂 nie będę obiecywać i się zarzekać, że teraz to już wpis co drugi dzień, pełno wiedzy, systematyczność… Mam w nosie googla, statystyki i inne takie. Gotuję bo lubię, piszę tu, bo może ktoś to przeczyta, a jak przeczyta, wykorzysta i jeszcze ugotuje to już w ogóle pełnia szczęścia… Także tego… zapraszam Was dziś na śniadanie… proste i pyszne , jak zawsze…
Muffiny jajeczne
Składniki (na 6 sztuk):
- 6 jajek
- 12 plasterków szynki parmeńskiej
- 1/2 papryki czerwonej
- 1/2 papryki żółtej
- 1/2 papryki zielonej
- 50 g sera typu cheddar
- 1/2 pęczka szczypiorku
- sól i pieprz
- oliwa do smarowania foremek
- papier do pieczenia (opcjonalnie)
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, góra, dół, bez termoobiegu. Foremki na muffinki smarujemy delikatnie oliwą. Wykładamy środek papierem do pieczenia, jeśli używamy foremek silikonowych nie ma takiej potrzeby aby używać papieru. Na spód kładziemy na krzyż po dwa plasterki szynki parmeńskiej.
Paprykę myjemy i kroimy w drobna kostkę. Mieszamy wszystkie trzy kolory razem i wsypujemy po mniej więcej łyżce do każdego wgłębienia na muffinkę.
Do miski lub kubka wbijamy jajka, dodajemy sól i pieprz do smaku. Myjemy i siekamy szczypiorek, ścieramy na tarce o grubych oczkach, lub kroimy drobną kostkę ser. Ser i szczypiorek dodajemy do jajek i dokładnie mieszamy. Wymieszaną masę jajeczną wlewamy do wgłębień na muffiny w foremce. Przykrywamy od wierzchu wystającymi kawałkami szynki.
Wkładamy do piekarnika na 20-25 minut, muffinki są gotowe, gdy masa jajeczna jest z wierzchu dobrze ścięta. Wyjmujemy z piekarnika, przekładamy na talerze i podajemy. My najczęściej lubimy zjadać takie muffinki z sałatką z rukoli i pomidorków koktajlowych.
Smacznego!!

Rolada bezowa z malinami, rozkoszny deser rozpływający się w ustach…
Moja młodsza córka jest mistrzynią w przygotowaniu Creme brule… Jest to jej popisowy deser, który smakuje w jej wykonaniu tak obłędnie, że nie da się tego opisać. Przygotowuje go wyjątkowo często, czego efektem są wiecznie mrożone białka jaj w naszym domu.
Ciągle wymyślamy nowe przepisy, które pozwalają na zużycie białek pozostających z przygotowania tego deseru. Opanowałyśmy do perfekcji wszelkiego rodzaju bezy, beziki, pavlove, omlety z białek, kokosanki, a nawet spody do tart, też białkowe. Jednym z takich przepisów jest dzisiejsza rolada. Delikatna, słodka i kremowa, dosłownie rozpływa się w ustach. Dodatkowy jej atut to czas przygotowania, całość zajmuje +/- jedną godzinę. A dodam jeszcze, że jest naprawdę prosta w przygotowaniu, wiec zdecydowanie nie trzeba się jej bać…
Rolada bezowa z kremem waniliowym i malinami
Składniki:
Na bezę:
- 150 ml białek,
- szczypta soli,
- 3/4 szklanki cukru,
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej,
- 1 łyżka octu spirytusowego,
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego,
- olej rzepakowy do smarowania blaszki,
Na krem i nadzienie:
- 250 g mascarpone,
- 250 ml śmietany 36%,
- 3 łyżki cukru pudru,
- 1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią,
- 200 g malin (1 małe opakowanie)
Do dekoracji:
- cukier puder
- maliny
- mięta
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni. Dużą prostokątną blaszkę z piekarnika smarujemy olejem, następnie układamy papier do pieczenia i ponownie, tym razem papier smarujemy olejem.
Do miski miksera wlewamy białka i ubijamy ze szczyptą soli na sztywno. Następnie porcjami dodajemy drobny cukier, ja zwykle dodaję go w 4-5 porcjach. Za każdym razie dobrze ubijamy dalej. Po dodaniu całego cukru, ubijamy jeszcze około 5 minut. Masa powinna być sztywna i błyszcząca.
Wówczas dodajemy mąkę ziemniaczaną, mieszamy, dodajemy ocet i aromat. Ponownie mieszamy wszystko razem, aż masa będzie jednolita i dobrze wymieszana. Wykładamy masę na blaszkę, równomiernie rozsmarowując, dbając aby brzegi były w miarę równe.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika, odstawiamy na kilkanaście minut do wystygnięcia. W tym czasie przygotowujemy krem.
Do miski miksera wlewamy śmietanę i dodajemy mascarpone. Ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy cukier puder i cukier z wanilią. Myjemy i osuszamy maliny.
Bezę przekładamy na kawałek papieru do pieczenia większego od naszej blaszki, tak, aby wierzch bezy znalazł się od dołu. Odklejamy ze spodu papier, którym była wyłożona nasza blaszka. Na bezę nakładamy krem, rozsmarowując go równomiernie, pozostawiając brzeg z jednej strony bez kremu, aby łatwiej później skleić roladę. Na wierzchu rozrzucamy maliny, lekko wciskając je w krem. Zwijamy wzdłuż dłuższego boku. Przekładamy na długi talerz. Posypujemy po wierzchu cukrem pudrem i dekorujemy malinami i miętą.
Smacznego!!!

Szybki, kolorowy pstrąg pieczony, czyli smaczny obiad w prowansalskim klimacie
Mam teraz labę, cytując klasyka „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni…”. Co to oznacza… ni mniej, ni więcej tylko tyle, że obecnie gotuję tylko dla dwojga, a dodatkowo mam większe pole do popisu. Obydwoje lubimy eksperymenty w kuchni, nowe smaki, więc nie ma stresu, że ktoś nie będzie jadł, lub protestował, z powodu „nieodpowiedniego” smaku lub wyglądu potrawy.
Tym tropem idąc przygotowałam dla nas pstrąga. Moje dzieci nie lubią pstrągów, bo „mają ości”, jakby inne ryby nie miały :-). No ale dla nich, filet to inna odmiana ryby 🙂 ha, ha, ha…
Wspomniany pstrąg, był taką troszkę potrawą „na winie :-)”, w skrócie mówiąc, co się nawinęło to wylądowało w środku. Efekt był, moim zdaniem, niesamowity… Po prostu petarda… Dla chętnych przepis poniżej.
Smacznego!!!
Pstrąg pieczony z warzywami w ziołach prowansalskich
Składniki:
- 2 pstrągi,
- 1/2 papryki czerwonej,
- 1/2 papryki żółtej,
- 1 cebula,
- 4 ząbki czosnku,
- -1/2 średniej cukinii,
- 8-10 pomidorków koktajlowych,
- 1 łyżka ziół prowansalskich,
- 20 g masła,
- sól i pieprz,
- oliwa z oliwek do wysmarowania foremki,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, góra, dół, bez termoobiegu.
Pstrąga myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, doprawiamy solą i pieprzem.
Warzywa myjemy, oczyszczamy i kroimy. Cebulę, czosnek kroimy w kostkę, paprykę w paski, a cukinię w plasterki.
Foremkę, w której będziemy zapiekać rybę smarujemy oliwą z oliwek. Na spód układamy trochę warzyw, posypujemy odrobiną ziół prowansalskich. Na warzywach układamy rybę. Do środka ryby sypiemy odrobinę ziół prowansalskich, wkładamy po cienkim plasterku masła, dodajemy warzywa. Wierzch przykrywamy resztą warzyw, posypujemy ziołami i dodajemy pomidorki koktajlowe. (TIP: aby pomidorki nie pękały w trakcie pieczenia dobrze jest je nakłuć np. wykałaczką).
Tak przygotowaną foremkę wkładamy do nagrzanego piekarnika na 40-45 minut. Po tym czasie ryba jest już gotowa.
Smacznego!!!

Papryka faszerowana po wegetariańsku – mój pomysł na danie w upał
Pogoda za oknem iście hiszpańska, uwielbiam wręcz taką, ale głownie wtedy, gdy:
a) nie idę do pracy,
b) leżę na leżaku w ogrodzie lub nad wodą (basen, morze, ocean, zalew… cokolwiek, byleby można się ochłodzić),
c) nikt nie każe mi stać wielu godzin nad parującą kuchnią, obok gorącego piekarnika….
W przeciwnym wypadku upał jest, niestety, uciążliwy. Ja wówczas nie mam ochoty na żadne skomplikowane dania. Jedzenie musi być lekkie, proste, zdecydowanie nie mięsne. Przy takich wysokich temperaturach mięsko mi jakoś nie podchodzi… może to pierwsze stadium przechodzenia na wegetarianizm???
Dokładnie takim lekkim i pożywnym daniem chcę się z Wami podzielić. Wrzuciłam go kilka dni temu na facebooka i część osób prosiła o przepis, więc już jest i poleca się na obiad, albo przekąskę… Idealnie sprawdzi się również jako lunchbox, gdyż podgrzewanie go w mikrofalówce nie umniejsza walorów smakowych ;-).
Papryka faszerowana soczewicą z dodatkami
Składniki:
- 6 średnich, pękatych papryk do faszerowania (ja użyłam czerwonych, ale zielone i żółte, też się sprawdzą),
- 2 łyżki oliwy z oliwek,
- 1 cebula,
- 3 ząbki czosnku,
- po 1/2 papryki żółtej, zielonej i czerwonej,
- 1/2 puszki 200 g zielonego groszku,
- 1/2 puszki 200 g kukurydzy,
- 1/2 puszki 200 g fasoli czerwonej,
- 1/2 puszki 200 g fasoli białej,
- 1/2 puszki 200 g cieciorki,
- 125 ml soczewicy czerwonej,
- 1 opakowanie 400 g pomidorów krojonych,
- 1 łyżeczka ziaren kolendry,
- 1 łyżeczka kuminu rzymskiego,
- 1/2 łyżeczki cynamonu,
- 2 łyżeczki sambal oelek,
- 100 g sera cheddar,
- 500 ml wody,
- sól i pieprz,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, góra dół, bez termoobiegu.
Warzywa oczyszczamy, kroimy drobno. Paprykę w kostkę, cebulę i czosnek w drobne plasterki. Warzywa w puszkach odsączamy, płuczemy aby się pozbyć resztek zalewy. Soczewicę przepłukujemy wodą i odsączamy.
Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Na rozgrzaną patelnię nakładamy cebulkę, chwilę dusimy i dodajemy czosnek. Dusimy około 5 minut i wkładamy na patelnię papryki pokrojone w kostkę. Ponownie dusimy, najlepiej pod przykryciem, kolejne 5 minut. Dodajemy warzywa z puszek, oraz krojone pomidory. Mieszamy i czekamy, aż się wszystko zagotuje. Wówczas dodajemy płukaną soczewicę oraz wszystkie przyprawy, za wyjątkiem soli i pieprzu. Ponownie mieszamy i podlewamy połową wody. Przykrywamy przykrywką i dusimy 10 minut, co jakiś czas mieszając. Gdy zgęstnieje dodajemy w międzyczasie trochę wody. Po 10 minutach dodajemy resztę wody i dalej dusimy pod przykryciem, mieszając co jakiś czas, przez 30 minut. Po około 40 minutach soczewica powinna już wciągnąć cały płyn, a farsz będzie miał dość zwartą konsystencję. Wówczas doprawiamy do smaku solą i pieprzem, mieszamy i zdejmujemy z ognia.
Papryki do faszerowania myjemy, kroimy na pół, delikatnie usuwamy gniazda nasienne, tak aby nie uszkodzić papryki. Do każdej połówki nakładamy po około 1-1 1/2 łyżki farszu, tak aby z „czubkiem” napełnić nasze paprykowe foremki. Posypujemy po wierzchu tartym cheddarem.
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20-25 minut. Wyjmujemy z piekarnika, można posypać po wierzchu siekaną natką pietruszki, bazylią, czy kolendrą.
Smacznego!!!

Ekspresowa i efektowna przystawka sezonowa – szparagi w cieście francuskim z mozzarellą i szynką dojrzewającą
Czasem jest tak, że robiąc jakieś danie chcemy żeby wypadło jak najlepiej. Czasem mamy gości, których uwielbiamy, ale są wyjątkowo wymagający kulinarnie, a czasem po prostu na obiad wpada teściowa i wówczas chcemy zabłysnąć… Co zrobić, żeby nie siedzieć w kuchni długich godzin, a efekt był oszałamiający? Skorzystać z prostych, kilkuskładnikowych przepisów. Moim zdaniem, im mniej składników w daniu, tym lepiej. Kiedyś, gdzieś usłyszałam, że dobra sałatka to sałata i trzy składniki. I coś w tym jest…
Dziś proponuje Wam, niesamowicie prostą w przygotowaniu, a do tego ekspresową przystawkę. Korzystając z obecnego sezonu na szparagi u nas ostatnio, jako przystawka zagościły szparagi w cieście francuskim…
Danie to przygotowuje się szybciutko, a potem czeka na swoja kolej, aby je włożyć do nagrzanego piekarnika. Gwarantuję, że efekt wychodzi fenomenalny… Trzeba koniecznie spróbować, zwłaszcza, że sezon na szparagi taki krótki…
Smacznego!!!
Szparagi w cieście francuskim z szynką dojrzewającą i mozzarellą
Składniki (na 1 porcję):
- 3 szparagi,
- kwadrat ciasta francuskiego ok. 10 x 10 cm,
- plasterek szynki parmeńskiej,
- 1 łyżka tartego sera mozzarella,
- rozmącone żółtko do posmarowania po wierzchu,
- odrobina czarnuszki do posypania,
Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. (Jeżeli przygotowujemy roladki wcześniej, a pieczemy przed podaniem, to piekarnik nastawiamy w odpowiednim czasie).
Ciasto francuskie wyjmujemy z lodówki, lub rozmrażamy jeśli korzystamy z mrożonego. Kroimy ciasto na kawałki około 10 x 10 cm. Mnie z całego jednego opakowania wychodzi 12 kawałków.
Szparagi myjemy dokładnie, odłamujemy zdrewniałe końce. Ewentualnie, jeżeli chcecie, można obrać łodygi obieraczką, ja tego nie robię w przypadku zielonych szparagów…
Bierzemy jeden kawałek ciasta, układamy na nim plasterek szynki parmeńskiej. Kładziemy trzy szparagi, nakładamy łyżkę mozzarelli i zawijamy do środka aby powstały roladki. Blaszkę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia, roladki układamy na papierze łączeniem do dołu, a następnie wierzch delikatnie nadkrawamy nożem.
Zawinięte roladki smarujemy rozmąconym żółtkiem i posypujemy po wierzchu czarnuszką. Blaszkę wkładamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Po tym czasie powinny być błyszczące i rumiane.
Smacznego!!!









































































